Dziewczyna musiała przyznać, że Cordian był szybki. Do tego, mimo tego całego szumu wokół równouprawnienia, wiadome jest, że to niestety płeć męska zazwyczaj wygrywa maratony. Lou doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że zawsze znajdzie się ktoś w czymś od niej lepszy, jednak jej największym niepodważalnym atutem był spryt, którego można było jej śmiało pozazdrościć. Właśnie dlatego przystanęła, złożyła swoje ręce dostawiając do ust i wydała z siebie odgłos łudząco podobny do pohukiwania sowy. Gdy tylko to zrobiła, usłyszała za sobą stukot końskich kopyt równo wybijający wyciągnięty kłus. Doskonale znała ten dźwięk. Niektórzy ludzie po samych odgłosach silnika są w stanie określić jego rodzaj oraz markę i rocznik auta. Ona, wychowana pośród koni, po odgłosie kopyt spotykających się z różnymi podłożami i po dokładnej częstotliwości z wyczuciem momentu, w którym strzałka danej nogi dotyka ziemi w różnych chodach zwierzęcia, potrafiła określić który z jej czterdziestu sześciu koni zrywa się do biegu. Wsłuchując się w galop araba mogła stwierdzić, na którą nogę licytowany rumak kuleje i kiedy leki, którymi uraczył go nieuczciwy sprzedawca przestaną działać wykazując faktyczny stan zdrowotny zwierzęcia. Nic więc dziwnego, że na dźwięk lekkiego, niemalże lecącego chodu konia, Lou odwróciła się pewna tego, co zobaczy za sobą. Podchodząc do rumaka, wypatrzyła biegnącego fotografa. Nie odwrócił się jeszcze. Był to idealny moment, żeby...
— Kubek jest mój! — niemalże pisnęła przelatując na łaciatym koniu obok zdziwionego mężczyzny
— Co jest... — chłopak przystanął zaczesując niesforny kosmyk włosów za ucho, gdy rozpędzony ogier zrobił natychmiastowy nawrót w jego stronę. Dynamiczny galop, mimo, że trwał zaledwie kilkanaście sekund, znacznie przyspieszył oddech blondynki. Przyczynił się do tego fakt, że siedziała na grzbiecie Ducha dopiero drugi raz. Kilka godzin temu pomógł jej wydostać się z lasu. Teraz, zwyczajnie pozwolił się jej dosiąść, żeby wygrać wyścig, po prostu dla zabawy. Gdy na twarzy Carter pojawił się szeroki, pełen satysfakcji uśmiech, jej oczy napotkały roześmiany wzrok jej nowego przyjaciela. Łydkami dała znać Duchowi, żeby podszedł w jego stronę jednocześnie bardzo się rozluźniając, żeby przekonać go o tym, że nie ma się czego bać.
Cordian powoli wyciągnął przed siebie otwartą dłoń, gdy koń był na wyciągnięcie jego ręki. Kilka sekund zajęło łaciatemu ogierowi nim zdecydował się nawiązać z nim kontakt. Wyciągnął w jego stronę szyję, chrapami trącając obcą dłoń. Mężczyzna korzystając z okazji, wolno podszedł do jego łopatki przejeżdżając drugą ręką po szyi zwierzęcia, po czym spojrzał na siedzącą na grzbiecie rumaka dziewczynę.
— Jesteś niesamowita. — pokręcił głową kierując wzrok z powrotem na konia, który z anielskim spokojem dawał się głaskać nowo poznanemu człowiekowi.
— Polubił cię. — kobieta zdawała się zignorować słowa Alphy przyglądając się ogierowi.
— Od kiedy na nim jeździsz? — zapytał ciekawy mężczyzna nie odrywając rąk od zwierzęcia, które o tej porze roku swoją długą sierścią przypominało już miśka.
— Właściwie... To nasz drugi raz. Pierwszy... Był kilka godzin temu, kiedy ewakuowałam się z lasu. — parsknęła próbując przeprowadzić na swoim sąsiedzie kolejny mini-test z jego wiedzy o tutejszej faunie.
— Jak to? — zapytał zaaferowany marszcząc brwi.
— Nie jesteś myśliwym, prawda? — zapytała. Przyglądając mu się uważnie, zauważyła, że jego mowa ciała coś zdradza, tylko jeszcze nie wiedziała co.
— Ależ skąd. Jestem fotografem.
— Powiem ci, bo wydaje mi się, że mogę ci zaufać. Tylko tobie... W końcu mieszkasz w środku lasu i też nie chciałabym, żeby coś ci się stało... — dziewczyna nakręciła całą wypowiedź widząc jak ręka, którą Cordian objął czule głowę Ducha nagle się spięła. — To właściwie powód, dla którego chciałam stąd wyjechać..
— Nie rozumiem.. Coś było w lesie? — Goldteara zapytał jakby starając się nakłonić dziewczynę do szybszego mówienia.
— Tak. — wyrzuciła w końcu wypuszczając z płuc powietrze obserwując jak z twarzy mężczyzny znika uśmiech. Tylko na chwilę. — Misiek.
— ...Co? — skrzywił się patrząc na nią dziwnie.
— Niedźwiedź. Taki, jakiego ci pokazywałam. Miał z dwa metry, a ja strasznie boję się niedźwiedzi, bo jak byłam mała, w zoo jeden stojący za szklaną szybą próbował mnie zjeść. — wyrzuciła na jednym oddechu chowając twarz w dłonie.
— Niedźwiedź? To chyba ten, co uciekł z zoo. — parsknął długowłosy mężczyzna przyglądając się roześmianym wzrokiem grymasowi na twarzy blondynki.
— Mówię serio. Słyszałam o przypadkach miśków, które weszły komuś do domu... Uważaj na siebie. I nie mów.. nikomu, kto ma broń. Nie chcę, żeby coś się mu stało.. — westchnęła ciężko widząc jak twarz fotografa przybiera spokojny wyraz. Uśmiechnął się lekko obiecując, że 'niedźwiedź' będzie bezpieczny.
Nie ścigali się już do domu Lou. Szli spacerowym krokiem. Ona siedząc na koniu i on co jakiś czas odchodzący na kilka kroków, żeby zrobić im dobre zdjęcie, dopóki pozwalało na to jeszcze światło.
Gdy przybyli pod drzwi domu Lou, nadeszła pora na rozstanie się z ogierem. Kiedy tylko Cordian sprowadził dziewczynę na ziemię, zdawało się jakby koń powąchał koszulę chłopaka trzymającego przez tę krótką chwilę w ramionach Lou, po czym stwierdził - "Śmierdzisz wilkiem" i czmychnął czym prędzej do lasu nie czekając nawet na żadne jabłka.
Żeby sprawiedliwości stało się zadość, dziewczyna z kuchennej szafki wyciągnęła dwa ogromne kubki różniące się tylko kolorami, w których pomieściła się taka sama ilość gorącej czekolady - co do kropli.
— Mam jeszcze brownie. Według tego samego babcinego przepisu, co pierwsze, które jedliśmy u ciebie. — prychnęła zabawnie, podając siedzącemu na kanapie fotografowi jego porcję gorącego napoju.
— To było najlepsze brownie jakie w życiu jadłem. Chcę przepis. — podsumował mężczyzna z uśmiechem na twarzy.
— Ja też.. — Lou skwitowała szybko, po czym zajęła swoje miejsce obok fotografa. — Przetestujemy ten telewizor? Nie miałam jeszcze okazji go włączać.
— Mieszkasz tu już tyle czasu i ani razu nie włączyłaś urządzenia naprzeciwko kanapy? — Alpha uniósł brew ze zdziwieniem przykładając do ust kubek z czekoladą.
— Jakoś nie specjalnie. Właściwie, od kiedy tu przyjechałam, włączony telewizor widziałam tylko parę razy u Willa i ten mały nad ladą w kawiarni. — wzruszyła ramionami.
— W takim razie koniecznie musimy coś obejrzeć. Ja znajdę jakiś fajny film, a ty w tym czasie możesz przynieść te dobre brownie. — mruknął z iskierkami w oczach podrywając się do plazmy wiszącej na ścianie. Ze swoimi zadaniami uporali się dość szybko i już po chwili siedzieli na kanapie przykryci kocami z kubkami w rękach.
Dawca pamięci, bo tak nazywał się film, opowiadał o świecie bez uczuć, w którym tylko jeden chłopak dostąpił zaszczytu otrzymania od tytułowego dawcy pamięci całej jego wiedzy na temat tego co było kiedyś. Na temat kolorów, muzyki, uczuć, ale też wojen i cierpienia. On jeden odkrył, że dzienne lekarstwa przyjmowane przez wszystkich ludzi robią z nich bezwzględne roboty. Że "odsyłane" noworodki, które nie spełniają odpowiednich wymogów, na przykład wagi, są tak na prawdę mordowane. Kiedy już zdał sobie z tego sprawę, postanowił uciec i... No właśnie. Co dalej? Tego nie dowiedziała się ani Lou, ani jej nowy znajomy. Nikt nie wiedział nawet, kto pierwszy zdołał zasnąć na kanapie podczas trwania seansu. Musiało być im jednak bardzo wygodnie, jeśli obudzili się dopiero nazajutrz, gdy do ich uszu dobiegł nerwowy dźwięk odkluczanych drzwi.
— Lou, jesteś tam? Wchodzę! — krzyknął znajomy głos. Kiedy zamek ustąpił, szybkie kroki po korytarzu upewniły dziewczynę, że musi być już późno, skoro Hendersona tak zaniepokoił brak oznak życia jasnowłosej.
— O cholera. — Carter zdążyła tylko pacnąć się w głowę.
— Czy on jest twoim chłopakiem? — zapytał spokojnie Goldteara,
— Nie, skąd! — stanowczo zaprzeczyła obserwując ich sytuację.
— Wypadałoby mimo wszystko wstać. — stwierdził, jednak żadne z nich nie zdążyło wykonać żadnego ruchu.
— Lou?! — myśliwy krzyknął głośniej, gdy zobaczył w sypialni puste łóżko. Zamilkł dopiero wtedy, gdy stanął w przejściu do salonu. Dopiero wtedy też, dziewczyna zdała sobie sprawę z tego, że cała ta sytuacja musi baaardzo dziwnie wyglądać.
— Och.. Dzień dobry. — westchnął Will unosząc brew. Widok jego przyjaciółki z nieświadomie obejmującym ją "dziwakiem z lasu" to nie coś, co widuje się codziennie.
