Uwaga!

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Od Lou (bonus w oczekiwaniu na opowiadanie)

Lou uniosła brwi w geście zdziwienia. Co to było? Ma zacząć mu oddawać, czy dać w twarz? Zupełnie przeoczyła moment w którym jej ręce powędrowały w górę i opierając się o jego barki splotły za jego szyją, jednocześnie jej nie dotykając. Cordian przerwał odsuwając głowę, po czym spróbował wybadać jej reakcję wzrokiem, co dziewczyna uznała za kompletnie urocze. Ten sam chłopak, który stanowczo zabronił jej śledztwa na własną rękę, wyglądał jakby w tej chwili czekał na pozwolenie. Była dużo niższa, więc odruchowo stanęła na palcach. Oddała delikatnie, co długowłosy mężczyzna od razu podłapał.
Czuła na sobie spojrzenia tych wszystkich jego przyjaciół. Do jej uszu dobiegł cichy, stłumiony pisk, który z całą pewnością należał do Irvin. Wiedziała, że będzie tego żałować, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę, że coś ją do niego ciągnęło. Coś z czym absolutnie chciała walczyć za każdą cenę, a co było od niej zdecydowanie silniejsze. Jej ciało przeszył dziwny skurcz, gdy o jego rękach na jej talii przypomniał jej ich nieco mocniejszy, pewny uścisk. Nie, Lou. Nie rób tego. Jak ty mu potem spojrzysz w oczy? To tylko znajomy. To tak jakbyś całowała się z Calebem, albo Leonem. Nie do pomyślenia! ... Daniel się nie liczy, byliście pijani. 
Ale mimo wszystko nie przestawała. W tej chwili zapomniała nawet o swoich podejrzeniach względem jego osoby. Ta cała wyimaginowana otoczka złego człowieka stojącego za śmiercią jej rodziców zniknęła, dosłownie rozprysła się jak mydlana bańka. Byli tylko oni, lekki mróz i zapach brownie unoszący się w powietrzu. 
Wbrew pozorom, pocałunek wcale nie był długi. Trwał zaledwie parę sekund. Carter otworzyła oczy i zeszła na ziemię. Dosłownie, bo stanie na palcach nie jest jakąś super wygodną czynnością. Przez chwilę patrzyła w dół, ale podniosła wzrok. Był tam. Oczywiście, że był, do cholery, Lou! Przecież nie zniknął. Posłał jej uśmiech. Nie służbowy. Ciepły i szczery co mogła stwierdzić po lekko zmrużonych oczach. 
— WOOHOOOO!!! — ciszę przerwała Irv drąca się w wniebogłosy. Inni szybko jej zawtórowali, przez co cała scena wyglądała komicznie. Mimo ogólnych wrzasków, braw i wiwatów ze strony przyjaciół fotografa, ten nie oderwał wzroku od Lou. Parsknęli tylko śmiechem, po czym zamknął ją w uścisku. 
— Wesołych Świąt, Cordianie.