W tamtej chwili wpatrywała się w stojącego zdecydowanie za blisko niej Cordiana i widziała tylko, jak bardzo musiał być zdesperowany. Miała wrażenie, że każde wypowiadane przez niego słowo stawiało kolejne cegły w murze powstającym między nimi. Tyle, że za każdym razem, gdy tak się działo, Louisa Carter wlatywała w niego jak Miley Cyrus w teledysku "Wrecking ball". Na samą myśl o tym, dziewczyna miała ochotę parsknąć mu śmiechem w twarz. Boże, dlaczego zawsze gdy musi być poważna, jej mózg mówi N I E.
Nie zamierzała się wycofywać. Nawet, jeśli nie miała pojęcia o jakiej dokładnie najwyższej cenie mówił Goldteara. Poza tym gdzieś w środku poczuła maleńki zalążek strachu. Mężczyzna był nie tylko większy i silniejszy, ale ona była w Alpine prawie zupełnie sama. Nie było tu nikogo, kto mógłby jej pomóc. Poczuciu bezpieczeństwa nie pomagał również fakt, że Cordian wie jak zginęli jej rodzice. A co jeśli byli tacy sami? Chcieli się czegoś dowiedzieć, a gdy to zrobili - pozbyto się świadków. Nie mogła pokazać strachu. I tylko dlatego, stała naprzeciw niego patrząc mu głęboko w oczy prawie zupełnie beznamiętnie, z nutą goryczy, której w sobie miała w tamtym momencie pełno. Tylko w oczy. Z tym uporem, który był jej nieodłączną częścią. Bo w końcu miała okazję.
Nie zamierzała się wycofywać. Nawet, jeśli nie miała pojęcia o jakiej dokładnie najwyższej cenie mówił Goldteara. Poza tym gdzieś w środku poczuła maleńki zalążek strachu. Mężczyzna był nie tylko większy i silniejszy, ale ona była w Alpine prawie zupełnie sama. Nie było tu nikogo, kto mógłby jej pomóc. Poczuciu bezpieczeństwa nie pomagał również fakt, że Cordian wie jak zginęli jej rodzice. A co jeśli byli tacy sami? Chcieli się czegoś dowiedzieć, a gdy to zrobili - pozbyto się świadków. Nie mogła pokazać strachu. I tylko dlatego, stała naprzeciw niego patrząc mu głęboko w oczy prawie zupełnie beznamiętnie, z nutą goryczy, której w sobie miała w tamtym momencie pełno. Tylko w oczy. Z tym uporem, który był jej nieodłączną częścią. Bo w końcu miała okazję.
Okazję przyjrzenia się jego oczom, dokładnie tęczówkom. Bo doskonale pamiętała kolor oczu wilka, którego spotkała w nocy w lesie, a bez którego obudziła się nazajutrz, gdy jedyne co po nim zostało, to ugnieciony od jego ciężaru mech. To nie było złudzenie. On był rzeczywisty. Podobnie jak jego ciemna plama w górnym kąciku prawego oka.
Pytanie jakie cisnęło jej się na usta wydawało jej się, zależnie od faktycznego stanu wydarzeń, albo zupełnie idiotyczne, albo jednak posiadające trochę sensu. Wiedziała, że Cordian nie odpowie. Nie zamierzała go nawet przymuszać do odpowiedzi. Wystarczyło, że te słowa padną z jej ust, a będzie wiedziała już wszystko.
— Czy ty jesteś wilkiem? — uniosła brew, gdy spojrzał na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Zaobserwowała tylko, jak jego mięśnie żwacza napinają się, gdy zacisnął zęby i gdy tylko chciał się odezwać, przerwała mu. — Wiesz co? Nieważne. — parsknęła kręcąc lekko głową. — Zapomnij. Już w nic się nie mieszam. — machnęła ręką odwracając się w kierunku, z którego weszli.
Gdy zrobiła krok na zewnątrz, odwróciła się w jego stronę.
— Idziesz? Obiecałam, że ci pomogę.
Przynajmniej wiedziała, że śmierć jej rodziców była połączona z tymi wilkami.