Uwaga!

niedziela, 16 października 2016

Od Cordian'a



- Re-re! W końcu cię znalazłam! - usłyszałem nad sobą głos kobiety, który mógłby podchodzić pod pisk. Jednocześnie prawie udławiłem się czekoladą, resztę wypluwając z powrotem do kubka.
- Vicky? - zapytałem, podnosząc głowę i wycierając usta serwetką. Louisa przeniosła wzrok raz na mnie, raz na dziewczynę.
- Zmieniłeś się przez te pół roku! Nareszcie zrezygnowałeś z tych kiczowatych różowych kiecek! - zawołała na cała kawiarnie, a ja po raz drugi byłem zmuszony do zwrócenia napoju.
- Myślałem, że ten temat został już dawno zamknięty. - powiedziałem, unosząc dłoń.
- Coś ty! Do dzisiaj słyszy się historie o wytapetowanej różowej, pedalskiej dziwce dyrektora! - powiedziała to tak, jakby było to dla niej czymś zupełnie zwyczajnym. Louisa spojrzała na mnie pytającym jak i lekko obrzydzonym wzrokiem.
- Dooobra. Ale wracając do rzeczy. Ty, stażystą? Długo się ciągnie ten twój staż… Z pewnością musiałaś użyć jakiegoś atutu, albo nawet dwóch żeby ich do tego przekonać. - powiedziałem cicho i powoli.
- Haha. Nie żartuj sobie. Ja przynajmniej coś robię, a nie kisnę na zadupiu, cykając fotki kwiatkom i malując bohomazy A’la Van Gogh.
- Woah, chyba powinienem ci dać medal, że możesz odróżnić innego malarza niż ten, który jest związany z moim nazwiskiem. - przerwałem jej, używając ironicznego głosu i powstrzymując śmiech.
- A śmiej się śmiej. - machnęła lekceważąco ręką. - To jest twój stażysta. - powiedziała i odsunęła się na bok, a naszym oczom ukazał się obraz typowego studenta na zupkach chińskich. Kiepska, zupełnie niemodna kurtka z taniego sklepu, spodnie zresztą podobnie i trzymany w obu rękach aparat.
- Dzięki ci człowieku, ratujesz mnie od tej rudej suki! - wykrzyknąłem, dramatycznie opierając czoło na ramieniu Lou.
- A co ty masz do moich włosów? - jęknęła Vicky.
- Nic, nic. Tylko idź już bo obniżasz IQ naszej grupy… - powiedziałem i nie patrząc w jej stronę, pomachałem ręką. Gdy tylko usłyszeliśmy obrażony stuk obcasów uniosłem głowę i jeszcze raz przyjrzałem się stażyście.
- Odlepisz się ode mnie? - powiedziała Lou, której ramię cały czas obejmowałem swoją ręką.
- Oj, no przestań. Przecież jestem twoim chłopakiem… - zaśmiałem się, przesuwając nosem po jej policzku. - A ty jak się nazywasz? - spytałem.
- Robert. Em.. wybaczcie na chwilkę, zostawiłem jeszcze trochę sprzętu u panny Vicky w samochodzie.
- Jasne, leć. - powiedziałem, a chłopak od razu wybiegł z kawiarni. Chwilę później dostałem od dziewczyny solidny policzek. - Za co to? - prychnąłem, pocierając bolące miejsce.
- Domyśl się! - Louisa złożyła ręce w bojowym geście. W tej samej chwili wrócił stażysta, obwieszony torbami.
- Hola, hola, młody! Zapewniam ci, że jeśli będziesz biegał z tymi tobołami to nigdy nie zrobisz dobrego zdjęcia! - zaśmiałem się, widząc jak próbuje usiąść na krześle.
- Ale na szkoleniu uczyli żeby…
- Dobra. A ja teraz udzielę ci bardziej przydatnego szkolenia. - powiedziałem już całkiem poważnym tonem. - Walić teorię! Walić wszystko czego cię tam uczyli. Jak będziesz jechał od deski do deski to ci wyjdzie zdjęcie techniczne, a nie ciekawe. Ludzie lubią nowości a nie normy. No i prostotę. Ale jak będziemy tak ciągle wszystko upraszczać to aż strach myśleć co będziemy mieli za kilka lat…
- To chyba pierwszy raz kiedy powiedziałeś coś przydatnego. - skomentowała ironicznie Lou. - A tak poza tym to jestem Louisa, jego dziewczyna i jestem tutaj ponieważ obiecał, że pokaże mi miasto. - powiedziała, po czym uścisnęła dłoń chłopaka.
- Mnie pewnie znasz, więc wystarczy tych znajomości. Chodźmy. Robi się tu tłok. Na mieście też pewnie zacznie. - powiedziałem wstając.
- Wątpię, żeby ktoś w taki upał szlajał się po mieście.
- A mamy dopiero czerwiec… - dodał stażysta i wszyscy opuściliśmy lokal. Zaraz po wyjściu rzuciłem statyw i moją torbę w stronę Lou. Dziewczyna prawie upuściła przedmioty, po czym spojrzała na mnie niezadowolona.
- Mam być twoim tragarzem?
- Tylko na chwilkę, muszę coś chłopakowi pokazać. - puściłem w jej stronę oczko, po czym razem z Robertem oddaliliśmy się w stronę jednego z budynków.
Minęło ponad pół godziny, nim młodemu udało się wykonać zdjęcie, którym bym się zainteresował.
- Niektórzy mówią, że fotografowanie to tylko taka przykrywka. - stażysta przerwał mój wywód na temat kątów padania światła i spojrzał w moją stronę pytająco.
- O czym ty mówisz? - zapytałem, dalej kierując obiektyw w górę i cykając fotki. Oczywiste było, że wiedziałem.
- Podobno możesz wejść gdzie tylko zechcesz, jakimś cudem masz niesamowite uprawnienia, potrafisz znaleźć każdego sprawcę, wydobyć cenne zakodowane dane…
- Przestań. - powiedziałem twardym głosem, wyciągając przed siebie rękę. - Ludzie lubią opowiadać bajki. Tworzyć jakąś super niesamowita postać, aby mieć ideał do którego będą dążyć.
- Aha…
- No, to chodź. Zobaczymy czy chociaż ludzi umiesz fotografować lepiej niż ten dom. - uśmiechnąłem się i wstałem z klęczek. Polubiłem tego faceta. Był jednym z tych, którzy słuchając rozkazów i je wykonują, jak psy, ale mimo wszystko wykazując zdolność myślenia. Jak beta, który rozumie swoją pozycję i to, czym jest dla innych, ale jest oddany swojemu Alfie.
- Czyli co mam robić? - zapytał Robert, kiedy zbliżyliśmy się do znudzonej już, siedzącej na fontannie Lou.
- Jak to co? - uśmiechnąłem się delikatnie i złapałem za dłoń dziewczyny. Poderwałem ją do góry i objąłem w pasie ręką. - Sesję ślubną młodej pary.
- Słucham? - powiedziała wyraźnie niezadowolona Louisa.
- Sama wiesz, że będzie to dla niego idealnym ćwiczeniem. - szepnąłem do ucha dziewczyny. Brunetka najwyraźniej się zgodziła, ponieważ pokiwała głową.
Przez następne pół godziny pozowaliśmy w różnych pozach, a ja co chwilę podchodziłem do mężczyzny, oglądałem zdjęcia i wprowadzałem poprawki.
- Um… właściwie to… - usłyszeliśmy głos Roberta w momencie kiedy miałem wydać polecenie do kolejnej pozycji.
- O co chodzi? - spytałem, podchodząc do niego.
- Nie, to nie problem ze sprzętem. Po prostu skoro jesteście parą to może… em… scena pocałunku? - zapytał nieśmiało, a Louisa rzuciła mu spojrzenie typu ,,wymyśl coś jeszcze, a jesteś martwy’’
- Jeśli nasz drogi pan stażysta sobie życzy… - powiedziałem i cały czas się uśmiechając, przyciągnąłem dziewczynę do siebie. Spojrzałem w jej zaskoczone oczy swoim przymrużonym i rozbawionym wzrokiem.