Uwaga!

czwartek, 15 września 2016

Od Cordian'a



- Wracamy. - powiedziałem, wstając od stolika. Złapałem Louisę za rękę i wręcz ściągnąłem z krzesła.
- Ej, co robisz? - zapytała, lekko zdenerwowana moim zachowaniem.
- Słabo mi się robi. - skłamałem, chcąc po prostu opuścić to ciągle powiększające się zbiorowisko. Dziewczyna najwyraźniej mi uwierzyła bo jedynie pokiwała głową, wstając.
- To my już będziemy się żegnać! - powiedziała i zabrała się za ten nieodłączny fragment pożegnań jakim są całusy i przytulanie. Ja dla własnego bezpieczeństwa zostałem z tyłu.
- A co z tobą? - uśmiechnął się w moją stronę chłopak tytułowany jako Paul. - Jakiś taki aspołeczny jesteś…
- A ty rozgadany. - szybko odwdzięczyłem mu się za pochwałę, z trudem powstrzymując się od dziwnego nawyku podciągania górnej wargi i cichego warczenia w takich sytuacjach. Pewnie było to spowodowane tym, że w dzieciństwie dużo bawiłem się w gry, w których udawałem wilka lub psa. Chwilę później brunetka zabrała mnie z ‘zatłoczonego’ tarasu, powtarzając niby to do mnie, niby do siebie, że szczęśliwie przeparkowała swój samochód na parking przed budynkiem. Bez słowa wsiedliśmy do środka i ruszyliśmy, a jedynymi odgłosami, jakie towarzyszyły nam po drodze były jakieś dziwne przeboje lecące z radia (które dziewczyna najwyraźniej lubiła) i szczekanie Pointy.



Następne dwa tygodnie zleciały bardzo szybko. Najpierw zaczęło się od nauki gotowania, potem nadszedł czas na gry planszowe. Muszę tutaj dodać, że zostałem pokonany w państwa miasta, aż 80 punktami przewagi, a podczas gry w scrable zwinąłem całą pulę swoją wiedzą artystyczną. Tylko potem trudno było wytłumaczyć, że taki wyraz jak terpentyna naprawdę istnieje. Przez ten czas udało mi się też obejrzeć wszystkie najnowsze filmy i seriale, których normalnie nawet bym nie tknął, oraz udzielić kilka, jak dotąd bez owocnych lekcji rysunku. Ja również dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy, w tym między innymi tego, że z moim talentem muzycznym powinienem trzymać się daleko od jakichkolwiek instrumentów. I tak po tych dwóch, jakże szalonych i pełnych życia tygodniach znowu trafiłem do szpitala, z taką różnicą, że tym razem w celu zdejmowania szwów. Z ulgą przyjąłem fakt, że wreszcie wrócę do domu.



Po tych wydarzeniach zrobiliśmy sobie z Louisą małą przerwę. To znaczy ja wróciłem do siebie, ona do siebie i od tego czasu ani widu, ani słychu. Z radością przyjąłem fakt, że znów mogę podróżować po lesie z aparatem, a nadchodzące lato było do tego świetną okazją. W wolnych chwilach zająłem się też projektowaniem. Postanowiłem przesłać kilka z moich pomysłów do szefa, może on będzie wiedział, czy ma to jakieś szanse na dalszą metę. Pewnego popołudnia usiadłem przed komputerem i otworzyłem Gmail’a. Wybrałem nadawcę i wpisałem wiadomość, dołączając do niej uprzednio zeskanowane projekty. Spojrzałem na ekran, czytając w myślach tekst:
,,Witam.
Chciałbym powiadomić, że czuję się dużo lepiej i obecnie jestem w stanie wrócić do pracy.
Ostatnio również, oprócz zdjęć odnajduje inne zainteresowanie. Tyczy się ono projektowania ubrań. Co prawda mało wiem w tym temacie, ale uważam, że są całkiem niezłe i w miarę wtapiają się w obecnie panującą modę. Proszę o ich przejrzenie i dalsze porady w tym temacie.’’
Wyślij. Westchnąłem, opierając się o oparcie i biorąc do rąk kubek czekolady. Zdążyłem jedynie zamoczyć usta w słodkim płynie, kiedy otrzymałem wiadomość.
‘’Drogi Re-e.
Cieszę się, że już z tobą lepiej, oraz w końcu możesz zając się tym co do ciebie należy. Co do twoich projektów, to są naprawdę niesamowite, ale prawdę mówiąc musiałbyś wbić się z nim do jakiś większych marek, bo od 0 nie uda ci się zacząć. Sam uważam, że mają wielki potencjał i jeśli tylko zechcesz współpracować mogę za pomocą swoich kontaktów uczynić cuda.’’
Prychnąłem, czytając ostatnie słowa. Powinienem się cieszyć, że moje projekty zostały zaakceptowane. Ja jednak czułem narastającą we mnie złość. Zatrzasnąłem klapkę od urządzenia (do dzisiaj się dziwie, że już tyle razy w niego uderzyłem i ciągle działa) i ruszyłem w stronę drzwi wejściowych. Zanim dotarłem do holu wziąłem udział w jakże trudnym biegu z przeszkodami, w którym musiałem uważać na wszędzie porozrzucane płótna, pędzle, tubki farb, skrawki materiałów, szpulki nici, poduszki, ubrania, uprząż dla konia i ledwie wystające spod nich schody. Otworzyłem drzwi i opuściłem budynek, czując lekki chłód poranka. Myślałem chwilę nad powrotem i wyposażeniem się w bluzę i czapkę, jednak moje myśli zostały odgonione gdy tylko ujrzałem pasącego się na trawie ogiera. Podbiegłem do niego, obracając się w ostatnim momencie i z impetem uderzając w bok konia. Zwierze podniosło głowę i prychnęło niezadowolone. Mam wrażenie jednak, że było już przyzwyczajone do moich kiepskich humorów. Oparłem się o jego brzuch, patrząc się przed siebie. Czemu tak się zdenerwowałem? Ponieważ mój szef zaproponował mi spanie z nim w zamian za robotę? Czy to coś złego? Cały czas, owszem, ale w momencie kiedy ktoś może ci pomóc i wybić cię w odpowiednim momencie, żeby twoja kariera odniosła wielki sukces? Nie byłem głupi. Ten facet potrafił myśleć i korzystnie wykorzystać każdą sytuację. Mogłem na tym tylko zyskać. Więc czemu się wahałem? Może dlatego, że cały czas przychodziły mi do głowy słowa, którymi ukatrupiłaby mnie brunetka, gdyby dowiedziała się jakim cudem moja kariera zaczęła się od tak wysokiego poziomu?
- Cholera! - warknąłem, unosząc pięści i zatrzymując kilka centymetrów od końskiego grzbietu. Lekko wystraszony tym, co mogłem zrobić, pogłaskałem ogiera po brzuchu, składając kilak delikatnych pocałunków na jego karku i mrucząc krótkie ‘przepraszam’. W końcu, wykończony bitwą z myślami, upadłem plecami na ziemię. Pogrzebałem chwilę w kieszeni i wyciągnąłem telefon, wystukując na nim numer. Po trzech sygnałach usłyszałem dobrze mi znany kobiecy głos.
- Halo?
- ….
- Halo? Resteez?
- Po prostu tu przyjdź. - jęknąłem i odłożyłem urządzenie, rozłączając się bez żadnych wyjaśnień.