- Okay. - zdążyła odpowiedzieć, chociaż nie była pewna czy usłyszał. Zastanawiało ją to, czym przejął się nagle aż tak.
Z natury jest okropnie ciekawska i zdążyła tylko dojeść resztę, gdy poddenerwowana pokonała bieg z przeszkodami do drzwi potykając się międzyczasie o puszkę z farbą. Spojrzała przez judasza na zewnątrz. Jej oczom ukazał się rozmawiający z Resteezem nieznajomy mężczyzna. Ledwo go zobaczyła, a już od razu coś jej w nim nie pasowało. Jej pierwsze skojarzenia to ' ale dupek'. W tym momencie żałowała, że nie zabrała Pointy.
Uśmiechnęła się sama do siebie i już chciała wyjść gdy zobaczyła coś... dziwnego, to mało powiedziane. Okropnego, jak dla niej. Boże. W jej umyśle pojawił się coś mniej więcej takiego:
Cholera, co oni robią?! Co On robi?! Kto to w ogóle jest? To jest dobre czy złe? Ja. nie wiem. Nie mam pojęcia co robić. Chcę zapaść się pod ziemię. Uciekam. Idę po kobyłę, wsiadam i jadę przed siebie. Może ich staranuję? Oby. Nie, jednak nie. Przecież boję się koni.. Ale to co. Idę. Co to w ogóle jest?! Czy Resteez chce go pocałować? Boże, cholera. Nie chcę. Zjadłabym jeszcze tą przepyszną kremówkę... Chryste, Louiso ogarnij się! Nie będziesz teraz żreć! Ale przecież on chce się wyrwać! Debil! Za kogo uważa się w ogóle ten żywy Ken?... Nie lubię go. Nie. Nienawidzę. Co on sobie w ogóle myśli?! Czy Resteez ma gdzieś tu pistolet? A jak nie trafię i zabiję jego? A jak w ogóle nie trafię, zaraz tu wejdą i zabiją mnie żeby nie było świadków.. W co ja się wpakowałam. Czego ja jeszcze nie wiem o tym niezrównoważonym pajacu... TATO. CO JA TU ROBIĘ.
W końcu jednak w miarę się opanowała i dostrzegła to, że Resteez próbuje się wyrwać. W każdym bądź razie zanotowała w głowie tylko ten fakt. Z emocji krzyknęła RESTEEZ?! chociaż wcale tego nie chciała. Szybko zamknęła ręką usta i pobiegła do tylnich drzwi przewracając się po drodze o sztalugę. Zdążyła jeszcze przeklnąć, ponieważ gruba drewniana noga od niej uległa zniszczeniu i oderwała się. Clark natychmiast chwyciła ją w ręce i wybiegła. Okrążyła dom za ogrodzeniem przebiegając obok konia i chwilę potem znalazła się za samochodem bruneta. Po raz kolejny straciła panowanie nad sobą gdy zobaczyła co się działo teraz. Wyszła zza pleców nieznajomego. Sąsiad zauważył ją, jednak nie przerywał ani nie próbował wyszarpnąć się ponowie z uścisku. To, w jaki sposób obcy dotykał Resteeza było chore. Zamknęła oczy skradając się najciszej jak potrafiła. Sama nie wiedziała, że to zrobiła. Długowłosy blondyn widząc jej ruch zdążył się ostatecznie i szybko odsunąć. Zdezorientowany brunet zdążył tylko obejrzeć się w stronę Lou, gdy kawał drewna przywalił z impetem w jego zakuty dość porządnie łeb.
Dziewczyna stała jeszcze chwilę w dość, pochylonej dziwnej pozie patrząc szeroko otwartymi oczyma to na jednego to na drugiego mężczyznę i to na narzędzie zbrodni.
Nie potrafiła określić miny fotografa.
Złość, zdziwienie, może nutka ulgi? Chyba nie był świadomy tego, że dziewczyna potrafi kogoś zwalić z nóg.. Dosłownie. Wystarczy porządna belka.
Przez dłuższą chwilę obydwoje stali w bezruchu i milczeniu, a obok nich leżał na ziemi nieprzytomny właściciel samochodu. Gdy Clark przestała ciężko oddychać, jej szeroko otworzone, błękitne oczy nagle mocno się zmrużyły szukając wyjaśnienia u swojego sąsiada. Nie poruszyła się ani trochę. Oprócz oddechu i jeszcze mocniej zaciśniętej w rękach belki. Po chwili ciągłej ciszy, zniecierpliwiła się i ponagliła chłopaka do wyjaśnień:
- Co ty odpierdalasz?