Uwaga!

czwartek, 15 września 2016

Od Lou

Dziewczyna słysząc przerwanie połączenia, odłożyła Samsunga na salonową ławę. Przez chwilę myślała nad tym co się właśnie wydarzyło. Popatrzyła na śpiącego u jej nóg psa i ponownie na telefon. Zbadała jeszcze nerwowo godzinę. Za piętnaście minut ósma. Chwilę ciszy przerwał odgłos szybkiego wstawania. Nie dokończyła nawet kawy orkiszowej i wiedziała, że ojciec na pewno zwróci jej uwagę za zostawiony kubek. Podeszła szybkim krokiem do drzwi, chwyciła w dłoń szarą bluzę i otworzyła zamek. W ostatnim momencie zauważyła wachlujący ogon. Wypuściła go na zewnątrz i razem z nim podeszła do samochodu. ie odpalił, więc weszła do otwartego boksu i wyprowadziła z niego rower. Zwróciła uwagę na boks, w którym jeszcze jakiś czas temu gościła krowa fotografa. Od czasu gdy wyjechali, jej tata znów nic nie wspominał o koniach. Szkoda, bo czuła, że opieka nad tamtym osobnikiem w jakiś sposób dawała mu radość. Wróciła na wysypaną kamyczkami ścieżkę i dotarła do furtki. Już chciała wyjeżdżać, gdy do jej uszu dotarło głośne dyszenie. Znowu nie zwróciła większej uwagi na obecność przyjaciółki.
- Nie Pointusiu. Zaczekaj tutaj. Niedługo przyjadę, a nie chcę Cię brać ze sobą. Dzisiaj będzie gorąco, więc lepiej, żebyś została i weszła do stajni odpocząć. - przemawiała do niej, jak do człowieka.
Z resztą miała odwiedzić Resteez'a. A nie wiedziała w jakim stanie jest teraz jego dom i czy goldenka czegoś nie stłucze jednym ruchem ogona, czy źle postawioną łapą.

W mgnieniu oka dojechała do rozwidlenia dróg wybierając prawą drogę. Teoretycznie była odrobinę dłuższa, ale gatunkowo lepsza w przeciwieństwie do drugiej, pełnej błota i dziur. Momentami licznik przyczepiony do kierownicy wskazywał 50 kilometrów na godzinę. Ostro zahamowała dopiero przed bramą sąsiada. Jechała przez piętnaście minut. Nie tak źle. Zadzwoniła na domofon, jednak nikt nie odpowiadał. Nie bardzo wiedziała co zrobić z pojazdem, więc zostawiła go w krzakach i przeszła przez misternie rzeźbiony płot. Pukając do drzwi już niecierpliwie rozglądała się na boki. Nadal nikt nie okazywał żadnych oznak życia. Nie widząc innego wyjścia przeszła obok okien jednocześnie zaglądając do środka każdego z nich. Miała twardą psychikę, ale nie uśmiechał się jej widok znajomego fotografa w trumnie, bo działała zbyt wolno i pozwoliła mu umrzeć. Odchyliła rękaw bluzy i spojrzała na zegarek. Profesjonalnie rzecz ujmując, na rowerze, przyjechała szybciej niż tradycyjna karetka pogotowia. Był kwadrans po, gdy usłyszała ciche parskanie. Szybko zerwała się do biegu i wparowała na padok. Otworzyła szeroko oczy widząc leżącego chłopaka i stojącą obok kobyłę. Nie podejdzie. Nie ma szans.
- Resteez?! - zwinęła ręce dookoła ust i krzyknęła
Ree podniósł głowę. Żyje.
- O, Lou! Przyszłaś! - jakby tym słowem podkreślił swoje zdumienie.
- No raczej. Miałam Cię zostawić?! - parsknęła
- Podejdź! - krzyknął mało entuzjastycznie i ponownie się położył.
-  Nie. - usiadła na rurach.
- Jak to? Dlaczego? - znów podniósł głowę. W momencie, gdy zadawał to pytanie spojrzał na Rivago i zrozumiał. - Eh.. Nie bój się. To tylko koń.
- AŻ koń. - przewróciła oczyma idąc naokoło płotu. Chłopaka rozśmieszyło to, jak bardzo zaakcentowała pierwsze słowo. - Niebezpieczne zwierze potrafiące jednym ruchem kopyta zabić człowieka, psa, a nawet drapieżnika, który na nie poluje. Jest wysokie i samo spadnięcie z niego może wywołać szereg szwów i tonę gipsu, który potem musi być nakładany na połamane ciało. W najgorszym wypadku - śmierć. Niekoniecznie ładna. Człowiek skończy zakrwawiony leżąc w nienaturalnej pozycji na brudnej trawie z kośćmi wystającymi z ciała lub pęknie mu coś w środku i wykrwawi się plując krwią. -podsumowała siadając na ogrodzeniu obok niego.
- Już nie przesadzaj. - za jego twarzy pojawił się uśmiech. Czyżby na chwilę zapomniał dlaczego jest wściekły?
- Dlaczego miałam przyjść?
- Po postu połóż się obok mnie. - mruknął zamykając oczy.
- Nie. - ucięła szybko.
- Boże, widzisz, a nie grzmisz. - uniósł oczy ku górze. - To tylko zwierzak.
Nie wiadomo jak to się stało, ale koniec końców obydwoje leżeli na trawie. Dała się namówić, ale jak już wspominała 'jednorazowo'.