Lou jeszcze nie do końca kontaktowała co się dzieje. Z jej płuc ciężko wyleciało powietrze. Ulżyło jej, że żyją, chociaż rwanie w okolicach krzyża, nie ustępowało.
Po chwili starań, w końcu uspokoiła się i oparła głowę o oparcie.
- Tak, Cordian. Też się cieszę, że żyjemy. - westchnęła mając zamknięte oczy. Nadal była do niego przytulona. W pewnym momencie dotarła do niej jedna, zasadnicza myśl. Natychmiast obróciła się do tyłu patrząc na przypiętego trzema pasami bezpieczeństwa, leżącego właściciela samochodu. Z trudem wyciągnęła rękę i po chwili wyczuła puls. W tym monecie ucieszyła się, że jednak nie zabrała Pointy. Dla niej wypadek okazałby się tragiczny.
- Co teraz? - fotograf zadał pytanie, na które żadne z nich nie znało odpowiedzi.
- Zawsze do lasu zabieram plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami, ale jakoś teraz nie zabrałam. Nie wiadomo czemu. - w jej głosie dało się wyczuć sarkazm.
- Ciekawe. - zaśmiał się próbując podtrzymać atmosferę. Z zewnątrz wyglądałoby to dziwnie. Właśnie spadlli z urwiska, samochód może lada chwila wybuchnąć, są połamani, z tyłu leży ciężko ranny facet, nad nimi wisi chmura śmierci, a w środku słychać śmiech. Psychopaci?
Dziewczyna dotknęła tyłu swojej głowy. Jej włosy były mokre od krwi. W pewnym momencie najechała na ranę i aż syknęła z bólu. Spojrzała na szefa Cordiana.
- Karma wraca. - mruknęła w jego kierunku uśmiechając się.
- Lou, trzeba jak najszybciej wyjść z tego auta.
- Masz rację. Ale nie wiem, czy dam radę..
- Dasz. Raczej Cię nie zostawię. - Vinci otworzył pogięte drzwi i z trudem zaczął się czołgać na zewnątrz. Dziewczyna próbowała wyjść, ale już pierwszą przeszkodą były zmiażdżone drzwi niechcące się otworzyć w żaden sposób.
Chłopak, na tyle, ile pozwoliło mu poobijane ciało, dobiegł do drzwi kierowcy.
- Wycieka ropa! - krzyknął próbując otworzyć drzwi.
- Drzwi wbiły się w ziemię. Nie dasz rady. Uciekaj. - zamknęła oczy niewiarygodnie łatwo zgadzając się ze swoim losem.
- Żartujesz?! Nie zostawię Cię! - krzyknął kopiąc w ziemi.
- Cordian, ten samochód zaraz wybuchnie, uciekaj. - jęknęła. - przytrzasnęło mi nogi. I tak nie wyjdę. - wyznała zgodnie z prawdą.
- Do cholery, przestań narzekać! Nie ucieknę stąd bez Ciebie, idiotko! - jego ton głosu ewidentnie wskazywał na jego wściekłość i zawziętość. Podbiegł od strony pasażera i próbował z tamtej strony wyciągnąć Lou. Ledwo ją ruszył, a ona już krzyknęła z bólu.
- Teraz musisz się trzymać. Nie masz wyboru. - przekręcił głową starając się zrobić cokolwiek.Walczył z czasem, bo wszędzie czuć było wszechobecną benzynę. Działań nie umilał okropny grymas na twarzy Clark, która, wydawało się, że niedługo umrze z bólu.
- Cordian.. - wtedy Lou wypowiedziała słowa, w które sama nie wierzyła. - Jeśli przeżyjemy, to obiecuję, że zacznę jeździć konno.
Resteez odpiął jej pasy i na siłę wyciągał z czarnego samochodu. Gdy już to zrobił, zemdlała. Wahał się czy wrócić po szefa, ale najpierw zaciągnął nieprzytomną Lou za ogromną skałę obok. Wyglądało na to, że najmniej obrażeń podczas wypadku odniósł właśnie on.. Zdążył wrócić po faceta i bez problemu go odpiąć.Właściciel auta nadal się nie budził, a Lou wreszcie otworzyła pełne bólu oczy. Wszystko ją bolało. Właśnie wtedy czarne auto z ogromnym hukiem wyleciało w powietrze.
- Lou, nie umieraj. Powiedz co mam zrobić. - zwrócił się do swojej sąsiadki.
- W kieszeni mam telefon. Zobacz, czy działa i zadzwoń po pomoc.