Lou popatrzyła na sąsiada swoimi dużymi oczyma starając się przekazać mu tylko jedną myśl: ''Nawet o tym nie myśl''. Szybko zerknęła na amatora fotografii i fontannę po czym.. Wepchnęła Cordiana lądując w wodzie razem z nim. Była cała mokra, ale śmiała się chcąc przeczesać włosy do tyłu. Chłopak jej na to nie pozwolił. Wstał i uniósł ją w obu rękach.
- Boże, nie! Nie podnoś mnie! - krzyknęła z piskiem.
- Masz za swoje. - spojrzał na nią z chytrym uśmieszkiem.
Zdziwiła ją jedna rzecz. Vinci mimo, że był wyższy, nie wydawał się specjalnie silny. A tu proszę.
- Vinci, nie.Nawet nie pró.. - nie zdążyła dokończyć, bo poczuła na sobie usta fotografa. Czy chciała zaprotestować? Cholera, oczywiście. Czy to zrobiła?... No i w tym momencie sprawa się komplikuje. Nie. Nie zaprotestowała. Wręcz przeciwnie. Oddała, z uśmiechem przejeżdżając dłonią po jego policzku. Dla Clark nie istniała taka rzecz jak niewiarygodność. Z zewnątrz mogło to wyglądać nie wiadomo jak, ale oboje znali prawdę. Chłopakowi się jeszcze za to oberwie. I to porządnie.
- Świetni z Was modele! - do ich uszu dobiegł głos Roberta, który zrobił tak dużo zdjęć ile się dało.
- Masz coś dobrego? Bo na powtórkę nie licz. - prychnęła odstawiona na ziemię Lou. - A ty masz przerąbane i... - zmrużyła oczy w kierunku Resteeza krzywiąc się przy tym niezrozumiale. - smakujesz jak czekolada.
- Wiem o tym. - zaśmiał się podchodząc do zjadacza chińskich zupek. - Te od razu usuń. Tu złe światło. Pod jakim kątem trzymałeś aparat... Nic z tego. Powtarzamy. - mruknął chcąc zażartować, ale spotykając wzrok sąsiadki natychmiast sprostował. - Just kidding. Są dobre. - w teatralnym geście podniósł do góry ręce.
- Jestem cała mokra. - westchnęła Lou pozbywając się nadmiaru wody z włosów.
- Mała przerwa. Idziemy kupić suche ubrania. - Cordian podszedł do brunetki obejmując ją w pasie. - Świetnie się spisałaś, skarbie.
- Dzięki, kochanie. - uśmiechnęła się, a gdy stażysta odszedł kilka kroków przed nich, dodała: Tylko nie waż się kupować sobie sukienki, baranie.
- Ale dlaczegooo? - przeciągnął patrząc na nią szczenięcym wzrokiem.
- Bo jestem Twoją dziewczyną i nie mam już dziś ochoty na żarty. Nie wiemy gdzie jest ten rudzielec, a chyba nie chcesz dać jej tej satysfakcji.
- Okay. Za ile się widzimy?
- Daj mi godzinę.
Godzinę z hakiem później, Lou wyszła ze sklepu. Włosy miała już suche i uczesane i sama nie wiedziała dlaczego ubrała sukienkę. Ale jak? Clark i sukienka?! Niemożliwe! Jest maj. Wszystko jest możliwe. Strój jaki wybrała, był w większości koloru błękitnego, ale nie zmienia to faktu, że znajdowało się na nim mnóstwo drobnych kwiatków. Jej krój był lekki. Grubsze ramiączka krzyżujące się aż do łopatek, odsłaniały górną część pleców. Jednak długość, nie przylegała do nóg i nie przekraczała kolan. Dół był raczej poszerzany. Całość dopełniała mała, czarna torebka przewieszana przez ramię i tego samego koloru skórzane, wiązane botki na małej podstawie i zgrabnym obcasie.
Wychodząc rozejrzała się na boki, ale fotografów nigdzie nie było. W pewnym momencie zobaczyła tylko ucznia swojego sąsiada, który siedział z nosem w aparacie raz po raz zerkając na zegar ratusza. Domyśliła się, że Cordian jeszcze szuka dla siebie ubrań. Usłyszała znajomy dźwięk i przechodząc przez rynek zatrzymała się przy dziewczynie grającej na akordeonie. Obok niej leżały skrzypce i gitara, a przed nią kapelusz z drobnymi monetami.
- Pięknie grasz. - Louisa wyciągnęła z torebki banknot i wrzucila do kapelusza.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się dziewczyna sięgając po chusteczkę. - Jestem Kristhy. - podała jej rękę.
- Lou. Czekam na chłopaka i nie mam co robić. Co powiesz na duet? - przedstawiła prosto z mostu.
- Wow! Grasz? - zapytała prawie piszcząc z podekscytowania.
- Od jedenastu lat tak mniej więcej.
- Akordeon?
- Skrzypce.
- Gramy na żywioł? Super! Znasz motyw z Piratów z Karaibów?
- a kto nie zna? - zaśmiała się łapiąc jasne skrzypce. - Zagram główny temat, a ty rób akompaniament.
- Jasne.
Zaczęły grać, a wokół nich pojawiało się coraz więcej ludzi, a więcej ludzi, oznacza więcej pieniędzy w kapeluszu. Pod koniec utworu, wokół dziewczyn stał tłum bijących brawo.
- Co teraz? - zapytała Kristhy. - Nie mam pomysłu..
- Teraz ty bierzesz skrzypce, akordeon, albo gitarę, a ja śpiewam.
- Dasz radę?
- a czy mam na imię Lou? Pewnie, że damy radę!
- Zdecyduję się na gitarę. Tam leży segregator z tekstami. Wybierz jakiś. - poleciła strojąc instrument.
Brunetka przeglądając kartki podskoczyła w miejscu.
- Umiesz to grać?! - wskazała na jedną ze stron
- Tak, umiem. Ostatnio się uczyłam.
- Musimy to zagrać. Chyba umrę ze szczęścia. Grałaś kiedyś tak w związku z tematem w wiedźmina?
- Nie, ale ta piosenka jest świetna.
Rzeczywiście. Kristhy zagrała wstęp, a Lou zaczęła śpiewać Pieśń Priscilli.
- Boże, nie! Nie podnoś mnie! - krzyknęła z piskiem.
- Masz za swoje. - spojrzał na nią z chytrym uśmieszkiem.
Zdziwiła ją jedna rzecz. Vinci mimo, że był wyższy, nie wydawał się specjalnie silny. A tu proszę.
- Vinci, nie.Nawet nie pró.. - nie zdążyła dokończyć, bo poczuła na sobie usta fotografa. Czy chciała zaprotestować? Cholera, oczywiście. Czy to zrobiła?... No i w tym momencie sprawa się komplikuje. Nie. Nie zaprotestowała. Wręcz przeciwnie. Oddała, z uśmiechem przejeżdżając dłonią po jego policzku. Dla Clark nie istniała taka rzecz jak niewiarygodność. Z zewnątrz mogło to wyglądać nie wiadomo jak, ale oboje znali prawdę. Chłopakowi się jeszcze za to oberwie. I to porządnie.
- Świetni z Was modele! - do ich uszu dobiegł głos Roberta, który zrobił tak dużo zdjęć ile się dało.
- Masz coś dobrego? Bo na powtórkę nie licz. - prychnęła odstawiona na ziemię Lou. - A ty masz przerąbane i... - zmrużyła oczy w kierunku Resteeza krzywiąc się przy tym niezrozumiale. - smakujesz jak czekolada.
- Wiem o tym. - zaśmiał się podchodząc do zjadacza chińskich zupek. - Te od razu usuń. Tu złe światło. Pod jakim kątem trzymałeś aparat... Nic z tego. Powtarzamy. - mruknął chcąc zażartować, ale spotykając wzrok sąsiadki natychmiast sprostował. - Just kidding. Są dobre. - w teatralnym geście podniósł do góry ręce.
- Jestem cała mokra. - westchnęła Lou pozbywając się nadmiaru wody z włosów.
- Mała przerwa. Idziemy kupić suche ubrania. - Cordian podszedł do brunetki obejmując ją w pasie. - Świetnie się spisałaś, skarbie.
- Dzięki, kochanie. - uśmiechnęła się, a gdy stażysta odszedł kilka kroków przed nich, dodała: Tylko nie waż się kupować sobie sukienki, baranie.
- Ale dlaczegooo? - przeciągnął patrząc na nią szczenięcym wzrokiem.
- Bo jestem Twoją dziewczyną i nie mam już dziś ochoty na żarty. Nie wiemy gdzie jest ten rudzielec, a chyba nie chcesz dać jej tej satysfakcji.
- Okay. Za ile się widzimy?
- Daj mi godzinę.
Godzinę z hakiem później, Lou wyszła ze sklepu. Włosy miała już suche i uczesane i sama nie wiedziała dlaczego ubrała sukienkę. Ale jak? Clark i sukienka?! Niemożliwe! Jest maj. Wszystko jest możliwe. Strój jaki wybrała, był w większości koloru błękitnego, ale nie zmienia to faktu, że znajdowało się na nim mnóstwo drobnych kwiatków. Jej krój był lekki. Grubsze ramiączka krzyżujące się aż do łopatek, odsłaniały górną część pleców. Jednak długość, nie przylegała do nóg i nie przekraczała kolan. Dół był raczej poszerzany. Całość dopełniała mała, czarna torebka przewieszana przez ramię i tego samego koloru skórzane, wiązane botki na małej podstawie i zgrabnym obcasie.
Wychodząc rozejrzała się na boki, ale fotografów nigdzie nie było. W pewnym momencie zobaczyła tylko ucznia swojego sąsiada, który siedział z nosem w aparacie raz po raz zerkając na zegar ratusza. Domyśliła się, że Cordian jeszcze szuka dla siebie ubrań. Usłyszała znajomy dźwięk i przechodząc przez rynek zatrzymała się przy dziewczynie grającej na akordeonie. Obok niej leżały skrzypce i gitara, a przed nią kapelusz z drobnymi monetami.
- Pięknie grasz. - Louisa wyciągnęła z torebki banknot i wrzucila do kapelusza.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się dziewczyna sięgając po chusteczkę. - Jestem Kristhy. - podała jej rękę.
- Lou. Czekam na chłopaka i nie mam co robić. Co powiesz na duet? - przedstawiła prosto z mostu.
- Wow! Grasz? - zapytała prawie piszcząc z podekscytowania.
- Od jedenastu lat tak mniej więcej.
- Akordeon?
- Skrzypce.
- Gramy na żywioł? Super! Znasz motyw z Piratów z Karaibów?
- a kto nie zna? - zaśmiała się łapiąc jasne skrzypce. - Zagram główny temat, a ty rób akompaniament.
- Jasne.
Zaczęły grać, a wokół nich pojawiało się coraz więcej ludzi, a więcej ludzi, oznacza więcej pieniędzy w kapeluszu. Pod koniec utworu, wokół dziewczyn stał tłum bijących brawo.
- Co teraz? - zapytała Kristhy. - Nie mam pomysłu..
- Teraz ty bierzesz skrzypce, akordeon, albo gitarę, a ja śpiewam.
- Dasz radę?
- a czy mam na imię Lou? Pewnie, że damy radę!
- Zdecyduję się na gitarę. Tam leży segregator z tekstami. Wybierz jakiś. - poleciła strojąc instrument.
Brunetka przeglądając kartki podskoczyła w miejscu.
- Umiesz to grać?! - wskazała na jedną ze stron
- Tak, umiem. Ostatnio się uczyłam.
- Musimy to zagrać. Chyba umrę ze szczęścia. Grałaś kiedyś tak w związku z tematem w wiedźmina?
- Nie, ale ta piosenka jest świetna.
Rzeczywiście. Kristhy zagrała wstęp, a Lou zaczęła śpiewać Pieśń Priscilli.