Uwaga!

środa, 24 sierpnia 2016

Od Cordian'a



             Takie zbiorowisko ludzi wręcz mnie przerażało. Wszyscy rozmawiali, a ich głosy tonęły w ogólnym gwarze. Dodatkowo przechodzili obok ciebie, ignorując cię, jakbyś nie istniał. Czy to jest ten poziom logiki, który wyewoluował u ludzi? Żyję w mieście. Ja żyję, i nie obchodzi mnie, że mieszka tu ktoś jeszcze. Prychnąłem kpiąco, wyjmując z plecaka, który miałem przy sobie duże, białe słuchawki. Już miałem założyć je na głowę, kiedy czyjaś ręka mnie powstrzymała.
- Zachowuj się. Chyba nie zamierzasz tu w tym chodzić? - zganiła mnie Lou. Z niechęcią i lekko drżącymi rękami schowałem przedmiot. Szliśmy dalej sklepowymi alejkami, omijając przypadkowych ludzi, a ja po każdym wsadzonym do koszyka przedmiocie pytałem z nadzieją czy to wszystko i możemy iść. Doprawdy, wszystkie zakupy robiłem przez internet, więc moje odwiedziny w takich miejscach było ograniczone do 0.
           Nagle czyjaś ręka złapała mnie za ramię.
- Dzień dobry, czy zechciałaby pani wypróbować promocyjnych próbek nowego jogurtu dietetycznego? - zapytała, szczerząc się kobieta z długiej, czerwone sukience.
- Ja nieee… jaaa… to znaczy.. przepraszam… - zacząłem panikować i wycofywać się do tyłu.
- Hej, Resteez! Spokojnie! - zawołała Louisa, łapiąc mnie za rękę. To nie zadziałało jednak uspokajająco.
- Ja wychodzę. - szepnąłem wręcz piskliwym głosem i cały napięty zacząłem biec w stronę wyjścia.   Nagle z przeciwległej alejki wyjechał wózek z zakupami. Nie zdążyłem wyhamować i zderzyłem się z nim, wywracając go. - Cholera! - prawie krzyknąłem. - To znaczy przepraszam, znaczyyy…. - podniosłem się i zacząłem uciekać. Zauważyłem drzwi wyjściowe, które były jak światełko na końcu czarnego tunelu. Rzuciłem się w ich stronę. Już prawie uwolniłem się z tego miejsca, kiedy ktoś złapał mnie za ramiona.
- Hej! A ty dokąd? - spytał ogromny strażnik, który stał za mną.
- Proszę mnie puścić, ja muszę wyjść! - jęknąłem.
- Ta, jasne. Co ukradłeś? - zapytał głębokim i poważnym głosem. Ja rozejrzałem się nerwowo po sklepie i z lekką ulgą zauważyłem, że w moją stronę idzie ‘niewidoma’ dziewczyna ze złotym psem przewodnikiem.
- Lou! - zawołałem, i gdy tylko strażnik odwrócił się w jej stronę, kopnąłem go mocno w brzuch. Podczas, gdy tamten zwijał się z bólu, ja wybiegłem na zewnątrz, uciekając jak najdalej. Jak najdalej od miasta.
- VINCI! - usłyszałem wściekły głos gdzieś za mną i szczekanie psa. Nie chciałem się jednak zatrzymywać, więc pognałem dalej. I pewnie biegłbym tak jeszcze przez długi czas, gdyby nie coś, a właściwie ktoś stanął mi na drodze. Odbiłem się od czyjegoś ciała i upadłem na chodnik.
- Oh, Jasper! Wszystko w porządku? - usłyszałem kobiecy głos, który nie należał do Louisy. Choć ją też usłyszałem.
- RESTEEZ TY IDIOTO! - wydarła się Lou, podbiegając do mnie. Musiałem wyglądać ciekawie, leżąc rozciągnięty na chodniku z zamkniętymi oczami, ale właśnie przeszedłem za duży zawał żeby wstać. - HEJ! Żyjesz głupku?
- Lou? Nie umawiałyśmy się czasem w tej kawiarni przy ulicy *******? - spytał mężczyzna.
- O, to wy, Jasper, Jenny! Rany, przepraszam za niego. Resteez to taki wariat. - warknęła, na moment przerywając potrząsanie mną.
- Nic się nie stał- - powiedział Jasper, gdy nagle przerwał mu głośny pisk.
- Czy ty właśnie powiedziałaś Resteez?! - zawołała Jenny.
- A. Tak. To twój wielki fotograf i malarz, a również szaleniec, i panikara. - wyjaśniła Louisa i byłem pewny, że się uśmiechała.
- Dziękuję, za to szczegółowe przedstawienie, ale wolałbym to zrobić sam. - mruknąłem, podnosząc się z jękiem.
- Ty draniu… - warknęła siedząca obok mnie Lou. - Udawałeś!
- Nie. Po prostu wszystko mnie boli i nie mam siły wstać. - powiedziałem zgodnie z prawdą.
- Dobra, nieważne. Skoro już jesteśmy w kupie to ładujcie swoje tyłki do samochodu. - powiedział Jasper, wskazując duży, czarny samochód zaparkowany nieopodal.
- Mam do ciebie tyle pytań. Kiedy się w ogóle zdecydowaliście na ślub? - brązowowłosa dziewczyna już dopadła do blondynki i zaczęła zasypywać ją pytaniami.
- Z wzajemnością. Skąd ty w ogóle wytrzasnęłaś tego długowłosego fotografa? - rewanżowała się pytaniami Jenny.
- Jakim cudem one się w tym wszystkim połapują? - powiedziałem, niby do siebie.
- Sam nie wiem, stary. - mruknął Jasper, stając obok mnie.
- Mam dopiero 21 lat. - prychnąłem. - No, chodź, dziewczyny czekają.
- A gdzie ci tak śpieszno? - zaśmiał się mężczyzna.
- Byle jak najdalej od tego miasta. - odpowiedziałem cicho i ruszyłem w stronę czekających na nas kobiet.
- No ile mamy czekać? - zapytała Jenny. Oprałem się ręką o drzwi i lekko pochylając, ‘zawisając’. Spojrzałem na nie zmęczonym wzrokiem.
- Zamęczycie mnie dzisiaj… - jęknąłem i załadowałem się do środka. - A i następnym razem do jakiegokolwiek sklepu z duża ilością ludzi wchodzisz sama, zawyrokowałem patrząc na Louise.
             Po długiej jeździe samochodem, spędzonej w korkach dotarliśmy do sklepu z sukniami ślubnymi. Jedyną osobą, znajdującą się w nim była pani ekspedientka. Zakupy więc zaczęły wyglądać dziwnie, gdyż ja razem z Jenny zacząłem przeglądać projekty, poprawiać je i oceniać, podczas gdy Jasper z Louisą siedzieli przy stoliku koło wystawy i grali w karty. Zaśmiałem się, widząc jak wiele, oprócz włosów mam w pewnym stopniu wspólnego z dziewczynami.
- Hej, Reee! A co myślisz o tej? - zawołała blondynka, prowadząc mnie do manekinu z wielką, bufiastą sukienką.
- Jakaś taka… bezowata. Do twoich długich, prostych włosów doskonale by pasowała taka, również prosta w budowie, ale bogato zdobiona. - powiedziałem, podpierając dłonią policzek.
- Dużo o tym wiesz. - powiedziała, gdy oglądaliśmy kolejne projekty.
- Fotografowałem najsłynniejszych projektantów, więc pojęcie o modzie i doborze ubrań jakie takie mam. - mruknąłem. Nagle moim oczom ukazała się niesamowita sukienka. Góra przypominała trochę golf na ramiączka. Był on jednak cienki, a kołnierzyk pięknie ozdobiony. Od pasa w dół natomiast ciągnęły się aż do ziemi tiulowe falbany. Najbardziej oszałamiającą częścią sukienki były jednak kwieciste ornamenty, naszyte pozłacaną nicią na górną część. Bez zastanowienia porwałem sukienkę ze stojaka i udałem się w stronę przebieralni.
- Hej! Co robisz?! - zawołała zaskoczona Jenny. Ja jedynie uniosłem palec do ust, nakazując jej cisze i zamknąłem drzwi.
Dziesięć minut później otworzyłem je, wychodząc i omiatając podłogę długimi falbanami. Szybko odnalazłem alejkę, w której stała dziewczyna i obróciłem się dookoła, prezentując strój.
- I jak?
- Wow. Wyglądasz zajebiście! - powiedziała Jenny, patrząc na mnie wytrzeszczonymi oczami. - Normalnie nie uwierzyłabym, że jesteś facetem. - zaśmiałem się, słysząc jej komentarz.
- Resteez? - usłyszałem głos Louisy i odwróciłem się, żeby zobaczyć jej zaskoczoną minę.
- I jak? - odwróciłem się i delikatnie uśmiechnąłem.
- O cholera. - Jęknął Jasper.