Uwaga!

wtorek, 23 sierpnia 2016

Od Lou

Dziewczyna, która była wychowana przez swoich rodziców na idealnie ułożoną pannę, zaczęła przeklinać pod nosem.
- Cholerny idiota, wiesz, Pointa? Nie wiedziałam, że takie dupki w ogóle jeszcze żyją na Ziemi.
Pies podszedł do niej opierając na jej nodze swój wielki, kudłaty łeb.
- Mam się uspokoić? - zaśmiała się bawiąc jej uchem.  - Chodźmy do domu. Już dość spaceru na dzisiaj. Może.. pojedziemy do miasta? - w jej głowie pojawił się kuszący pomysł.
- Zadzwonimy do Jenny i może odwiedzimy ją i Jaspera. - przemawiała do swojego psa jak do człowieka, który w każdej chwili może jej odpowiedzieć. Suczka na dźwięk słowa Jasper od razu zaczęła wariować. Wiedziała kim on był. Jej drugi ulubiony człowiek. Narzeczony przyjaciółki jej pani. Ogromnie się dogadywali.
Louisa nawróciła się na drodze i zaczęła iść w stronę, w której ostatnio widziała konia i jego jeźdźca.
- Obym nie spotkała tego palanta. - mruknęła pod nosem wracając w kierunku domu.
Jednak na drodze nie było nikogo. Jak zazwyczaj. Clark lekko uchyliła skrzypiącą furtkę i wkroczyła na posesję. Jej suczka od razu zaczęła biegać w tą i z powrotem.
- Skąd ty bierzesz na to wszystko energię? - z niedowierzaniem pokręciła głową. - Jesteś niemożliwa. - dodała wchodząc na ganek. Nacisnęła klamkę, ale drzwi nie otworzyły się.
- Puk, puk, tato! - krzyknęła pukając w drewno. Zajrzała do okna i w salonie zobaczyła śpiącego w fotelu mężczyznę.
Przekręciła głową i w plecaku zaczęła szukać kluczy. W tym momencie Pointa zaczęła szczekać. Clark odwróciła się, a na jej podwórko wbiegł koń.
- Boże. - ucięła otwierając szerzej oczy i jeszcze szybciej, gorączkowo zaczęła poszukiwać kluczyków. Gdy już miała w ręce breloczek, do głowy wpadła jej myśl.
Koń jest. A jeździec?  Przeklęła pod nosem sprawdzając czy jej ojciec nadal śpi. Założyła torbę z powrotem na plecy i wstała. Przełknęła.
- Pointa, nie. - rozkazała. Łaciaty ogier zaczął grzebać kopytem w ziemi.
Westchnęła. Koń prawdopodobnie musiał przeskoczyć nad bramą, żeby się tu dostać,bo wszystko było zamknięte.
- Pointusia, idź, otwórz furtkę! - rozkazała. Popatrzyła na nią nie rozumiejąc. Wskazała cel i powtórzyła rozkaz. Goldenka machając ogonem podbiegła do furtki i nosem nacisnęła klamkę.
- Dobry pies! Chodź do mnie! - dziewczyna ucieszyła się jakby jej pies zdobył złoty medal.
- Em.. Idź, koniu. - cofnęła się. Nie miała pojęcia jak się z nimi obchodzić. Nie wiedziała już o nich nic z wyjątkiem tego, że się ich boi. - No... idź sobie. - mruknęła machając rękoma. Po chwili już wiedziała, że to nie zadziała. Z trudem podeszła do furtki. Koń zrobił kilka kroków w jej stronę.
- Ej ej! Odejdź ode mnie, krówko!
Kolejny dziwny pomysł wkradł się do jej głowy.
- Jestem szalona. - westchnęła wyciągając z garażu rower górski. Wyjechała za bramę, a za nią wybiegł pies i koń. Koń pokłusował przed siebie.
- Gdzie on mnie prowadzi? - zmrużyła niepewnie oczy. Pojechała w ślad za ogierem. W pewnym momencie wyprowadził ją na łąkę, którą dobrze znała. Była zbyt zarośnięta, aby jechać dalej, więc jednoślad oparła przy drzewie. Pies rwał się do drogi.
- Zobaczysz. Wyjdziemy stąd z kleszczami.
W pewnym momencie koń stanął dęba, a Lou zauważyła jakieś ciało leżące nad przepaścią.
- O Boże, Pointa! Tu ktoś leży! - zaczęła biec. Gdy podbiegła, ujrzała zbuntowanego nastolatka, którego spotkała przed dwoma godzinami. Pod nim znajdowała się mała kałuża krwi.
- Ej! Żyjesz?! - krzyknęła do chłopaka. Sprawdziła jego oddech i bicie serca. Żył. Całe szczęście. Nie wytrzymałaby widoku trupa. Zdjęła plecak i zaczęła w nim grzebać w poszukiwaniu apteczki. Ojciec zawsze przestrzegał ją, aby była ona nieodłącznym elementem jej wypraw. Wreszcie się przydała. Clark wyjęła z niej bandaż i owinęła nim głowę dzie.. chłopaka, którą położyła sobie na kolanach. Zastanawiała się, co powie Adam widząc jej brudne od krwi spodnie.
- Masz za swoje. - burknęła pod nosem, chociaż zazwyczaj nie miała skłonności do życzenia komuś źle, lub cieszenia się z czyjegoś nieszczęścia.
- Zostaw mnie, koniu. Idź sobie! - krzyknęła w stronę wielkiego ssaka , który do niej podszedł.
Najważniejsze było zatamowanie krwawienia. Chłopak zaczął się budzić.