Uwaga!

wtorek, 23 sierpnia 2016

Od Cordian'a



                 Czułem się potwornie i gdy tylko przyłożyłem, głowę do poduszki, zasnąłem. Nie pamiętałem, żeby śniło mi się cokolwiek, jednak ulga w bólu była naprawdę przyjemna.
- Pobudka. - usłyszałem czyiś głos. Byłem jednak zbyt zaspany, żeby zdefiniować do kogo należy.
- Póóóóóźniej… - ziewnąłem, wyciągając się i zagrzebując w kołdrę.
- Hah, nasz pan ranny czuje się już lepiej? - usłyszałem nad sobą śmiech. Walcząc ze snem, przewróciłem się na plecy i przetarłem dłonią oczy. Kształt postaci stojącej nade mną zaczął się wyostrzać. Długie brązowe włosy i dziewczęca twarz…
- Louisa? - zapytałem, podpierając się na łokciach i siadając na łóżku.
- Jak się spało? A i tak swoją drogą, nie wiem jak ty śpisz, ale my się raczej przebieramy w piżamę przed snem. - powiedziała, a ja spojrzałem na bluzę, którą cały czas miałem na sobie. Prawdę mówiąc to rzadko obchodziło mnie coś takiego jak przebieranie, ponieważ zmęczony pracą zasypiałem przy sztaludze lub w kuchni, na podłodze i ciepłe ubrania się wtedy przydawały.
- Długo spałem? - zapytałem, ciągle zaspanym głosem.
- Z dwa dni. Naprawdę musiałeś stracić dużo krwi, skoro jesteś tak wycieńczony.
- Cholera! Rivago! - krzyknąłem, praktycznie zrywając się z łóżka i rzucając do drzwi.
- Spokojnie. Mój tata już się nim zajął. - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Ufff.. - odetchnąłem z ulgą. Sama myśl o tym jak Riv umiera z głodu w stajni przyprawiała mnie o dreszcze. Znaczy, teoretycznie to potrafił on przeskakiwać przez ogrodzenia, więc mógł znaleźć sobie coś w lesie do jedzenia, ale co jeśli byłaby to trująca roślina. Chcąc odgonić się od tych myśli, przeczesałem dłonią włosy. - Emmm… skoro już wstałem to mógłbym się wykąpać? Moje włosy są z deczka… no sama masz długie to pewnie wiesz o co mi chodzi.
- Jasne. Zaraz ci pokaże, gdzie jest łazienka. Możesz użyć szamponu taty, bo nie przywiozłam jeszcze twoich rzeczy. - w odpowiedzi pokiwałem głową i wyszliśmy z pokoju. Łazienka znajdowała się naprzeciwko pokoju gościnnego. Była nowoczesna i wygodna. W środku stał zarówno prysznic i wanna. Louisa pokazała mi gdzie szukać ręczników oraz innych kosmetyków. Gdy powiedziała już chyba wszystko, opuściła pomieszczenie.
- Dzięki.
- Tylko mi tam nie mdlej bo jak będę musiała cię ratować i wtedy mnie tata znajdzie to będzie kicha. - mruknęła w odpowiedzi i zamknęła drzwi.
           Pół godziny później opuściłem łazienkę. Miałem na sobie czarną podkoszulkę, biała luźną bluzę i czarne, również workowate jeansy. Na głowie natomiast ręcznik, dzięki któremu wyglądałem jak jakiś turek. Wytarłem włosy i odwiesiłem ręczniki na stojącą na korytarzu suszarkę. Zrezygnowałem z korzystania z suszarki, której właściwie i tak nigdy nie używałem. Zszedłem na dół. Skierowałem się w stronę dochodzących odgłosów zamieszania. W miarę, jak zbliżałem się do kuchni, zacząłem rozumieć i słowa.
- … znowu spaliłeś naleśniki! - ten lekko gniewny jak i rozbawiony głos poznałem bardzo dobrze.
- Wybacz Lou! Ah, czemu to muszą być akurat naleśniki? - jęknął drugi głos, który prawdopodobnie należał do ojca Louisy.
- Powiedział, że lubi słodkie to myślałam, że naleśniki z nutellą będą mu smakowały. - słysząc jej słowa zaśmiałem się w duchu. Popchnąłem drzwi, wchodząc do kuchni.
- Witam. - powiedziałem, spoglądając na dwójkę domowników oraz stos ciemno brązowych, a niektórych wręcz czarnych naleśników.
- Nie znalazłeś suszarki? - spytała Lou, przyglądając się moim włosom.
- Znalazłem, ale nie lubię ich traktować tym ciepłem. Mam nadzieje, że to nie przeszkadza. Zaraz pewnie wyschną.
- Spokojnie, Lou też lubi latać z mokrymi włosami. - zaśmiał się ojciec dziewczyny, na co ta popatrzyła na niego przez chwilę wściekłym wzrokiem.
- Nooo dobra, ale pokażcie co tu macie. - powiedziałem, podchodząc do naleśników.
- Miały być naleśniki. - powiedziała Louisa.
- Hm… nic nie jest stracone. Mogę, że tak powiem pogrzebać w szafkach i sprawdzić co macie? - zapytałem.
- Jak nie narobisz bałaganu. - powiedział mężczyzna, niepewnie na mnie patrząc.
- I jak będzie to zjadliwe. - dodała dziewczyna, po czym oboje zajęli miejsca przy stole. Ja natomiast wczułem się w rolę i zacząłem przeszukiwać szafki w poszukiwaniu czegokolwiek co mógłbym użyć.
               Po kilku minutach na blacie stały rozstawione: mleko, śmietana, tabliczka czekolady, paczka pianek, wafelki, jabłko, marchewka i bakalie. Najpierw wziąłem nóż i pokroiłem naleśniki (niektóre z nich kruszyły się w palcach). Następnie roztopiłem pianki w garnku, uprzednio zalewając je trochę mlekiem, dorzuciłem starte wiórki czekolady, bakalie i pokrojoną marchewkę z jabłkiem. Doprawiłem to wszystko sokiem z cytryny. Na sam koniec wrzuciłem do masy pokruszone naleśniki. Rozłożyłem na stole wafle, w międzyczasie roztapiając czekoladę w drugim garnku. Naładowałem na każdy wafel masy i przykryłem drugim tworząc coś na kształt kanapki. Następnie polałem każdą porcję czekoladą, na każdej tworząc inny, abstrakcyjny wzorek. Na koniec całość posypałem resztą bakali. Gdy tylko odwróciłem się, aby podać jedzenie, ujrzałem ich wytrzeszczone oczy.
- Em… jesteś pewien, że się nie zasłodzimy? - zapytała niepewnie dziewczyna, jednak ja widziałem jak pożera swoją porcję wzrokiem.
- Nie. Spalone naleśniki jak i marchewka zniwelują słodki smak. A pianki słodkie zniwelują gorzkie naleśniki. Spróbuj. Najlepsze jest płynne, na ciepło. - uśmiechnąłem się, krojąc ‘kanapkę’ i wkładając sobie do ust. Dziewczyna zrobiła podobnie.
- Waah. Dobre! Nie czuć ani gorzkich naleśników, ani nie jest potwornie słodkie! Gdzie mogę znaleźć na to przepis? No i w ogóle niesamowite, że mieliśmy akurat wszystko w domu! - zaśmiała się Louisa, krojąc kolejny kawałek.
- Heh, prawdę mówiąc to sam wymyśliłem przepis, starając się coś dobrać z tych składników, które masz w kuchni.
- Jesteś niesamowitym kucharzem Resteez. Ktoś z rodziny u ciebie gotuje? - zaczął się dopytywać Adam.
- Moi rodzice nie żyją. - uciąłem krótko. - Ale nie wszystko idzie mi tak dobrze. Po prostu bardzo lubię słodycze i tak jakoś wiem co połączyć, żeby było dobre. - szybko dodałem. Spojrzałem na dziewczynę, która z apetytem pochłonęła całą porcję i patrzyła tęsknie na talerz. Uśmiechnąłem się i przełożyłem swoją kanapkę na jej. Następnie wstałem i odniosłem naczynie do zlewu.
- Ale to…
- Ja nie mam apetytu. Idę się zobaczyć z moim koniem. - powiedziałem i wstałem, wychodząc za drzwi.
           Gdy tylko zauważyłem stojącego w ogrodzie Rivago, gwizdnąłem. Ogier podniósł głowę i podbiegł do mnie. Wyciągnąłem rękę i zacząłem tarmosić jego grzywę.
- Dobrze o ciebie dbali? - spytałem. Koń w odpowiedzi parsknął i dotknął pyskiem mojego czoła. - Już w porządku. Goi się. - powiedziałem spokojnym głosem i wtuliłem się w miękką sierść konia. Riv lekko się schylił, dając mi tym samym pozwolenie. Złapałem go za grzbiet i wciągnąłem na górę, kładąc się na brzuchu. Wyglądałem trochę jak wygrzewający się w słońcu kot. Nogi rozłożone, jedna ręka zwisająca w dół, a druga pod głową. Zamruczałem przeciągle i zamknąłem oczy. Po kilkunastu minutach usłyszałem czyjeś kroki. Otworzyłem jedno oko i ujrzałem dziewczynę, niepewnie stojącą jakiś metr od konia. Ziewnąłem, podnosząc się do siadu. Przeczesałem ręką już suche włosy i spojrzałem na nią.
- Czemu nie chcesz podejść bliżej? Boisz się koni?