- To, twoja matka? - zapytałem, wskazując kobietę stojącą na zdjęciu. Louisa, opierająca się o framugę jedynie pokiwała głową. Coś mi tu nie pasowało. Skądś znałem to nazwisko… Clark… Nagle, niczym postrzelony piorunem ruszyłem biegiem do tymczasowo mojego pokoju. Dopadłem do mojego komputera. Otworzyłem go i włączyłem. Po kilku minutach moim oczom ukazał się zawalony ikonkami programów graficznych pulpit, na którym było umieszczone zdjęcie Rivago. Ja jednak zacząłem wbijać pewnego rodzaju hasło. Zaintrygowana dziewczyna podeszła i uklękła koło mnie.
- Hej, co się stało? Czemu piszesz coś na klawiaturze? To jest pulpi- - ucięła, gdy nagle ekran zmienił się w morze cyfer: 0 1 0 1 0 1. Wiele osób pomyślałoby, że to błąd. Ja jednak wiedziałem czego szukałem. Danych, które zakodowałem na tym komputerze. Nie były one nielegalne, jednak był to dobry sposób aby uchronić się przed kradzieżą danych lub prac. Gdy wśród morza tych liczb odnalazłem to co chciałem, wpisałem kolejny dziwny kod, i ekran powrócił do normalności. Właśnie wyświetlało się na nim wnętrze pewnego folderu. Było wypełnione plikami z word’a, podpisanymi poszczególnymi datami. Wskazałem na ostatni z nich.
- Czy to jest data śmierci twojej matki? - zapytałem poważnym głosem. Dziewczyna jedynie pokiwała głową, próbując ogarnąć to co się przed chwilą stało.
- O co chodzi z moją matką, co to za pliki? - zapytała, lekko drżącym głosem.
- To… nieważne. - powiedziałem cicho, zamykając okno jednym kliknięciem. Dobrze pamiętam jak kiedyś szukałem jakiejkolwiek wzmianki o moich rodzicach i trafiłem na kilka interesujących materiałów. - Hej, słuchaj… czy twoja matka dokonała czegoś niezwykłego? - zapytałem, siadając naprzeciwko niej.
- Miała ogromną stadninę pełną championów. Ale co ci do tego…
- Aha. Nie, tak tylko… dużo czytałem o niej i zawsze mnie fascynowało jej podejście do koni… - skłamałem. Wiedziałem, że nie powinienem dalej drążyć tego tematu. Podniosłem się i spojrzałem na duży telewizor wiszący na ścianie. Nie byłem zwolennikiem tego urządzenia ale no cóż… - Chcesz obejrzeć jakiś film? - zaproponowałem.
- Jaki? - zapytała, przeciągają się.
- Heh, nie wiem. Nie oglądam żadnych. Prawdę mówiąc jest to w pewnym sensie strata czasu, ale skoro nie chcesz mnie puścić do lasu…
- Powinnam pomóc tacie w sprzątaniu. Tylko jeden okej? - uśmiechnęła się. Wiedziałem jednak, że tak szybko nie zapomniała o naszej wcześniejszej rozmowie.
- Ja pójdę zrobić jakąś przekąskę. Chyba, że boisz się zostawiać mnie samego w kuchni.
- Nie, idź. Tylko jak zemdlejesz to krzycz, dobra? - wyszczerzyłem się w odpowiedzi i pobiegłem schodami na dół, prosto do kuchni.
Po pół godzinie byłem z powrotem na górze. Louisa leżała rozciągnięta na łóżku i wpatrywała się w sufit. Nie, nie wpatrywała. Miała zamknięte oczy. Czyżby drzemała? Uśmiechnąłem się i cicho podszedłem do łóżka. Wspiąłem się na nie i położyłem obok dziewczyny. Złapałem kosmyk swoich włosów i zacząłem delikatnie przesuwać nim po jej szyi. Dziewczyna zaczęła coś mamrotać, aż w końcu otworzyła swoje wielkie oczy. Spojrzałem na nią swoim zwyczajnym, przymrożonym i rozmarzonym spojrzeniem. Światło przedostające się przez żółte zasłony sprawiało, że pokój stawał się bardziej przytulny i cieplejszy. Uśmiechnąłem się delikatnie i podniosłem. Schyliłem rękę, aby podnieść stojącą na ziemi tacę.
- Może być? - spytałem, podstawiając jej pod nos te wszystkie pyszności.
- Mój tata i tak gotuje lepiej. - prychnęła, po czym wzięła jedną z małych kanapek, posmarowanych pastą.
- Wybrałaś coś? - spytałem, siadając naprzeciwko odbiornika i kładąc sobie pod plecami poduszki.
- Yhym. Miałam drobny problem bo jesteś facetem, ale jakiś film akcji może być, nie? - spytała, chwytając za pilota.
- Smoki. - powiedziałem cicho, biorąc do ust kawałek czekolady.
- Co powiedziałeś?
- Lubię smoki. I fantastykę. - mruknąłem cicho, jakby do siebie i złapałem ją za rękę, w której trzymała pilota. Odnalazłem na urządzeniu przycisk play i kliknąłem go. W pokoju rozbrzmiała muzyka, świadcząca o początku filmu.
Seans filmowy z jednego przedłużył się na 8 filmów i gdy kończyliśmy zegar wskazywał godzinę 21.
- Waaah. - jęknąłem, opadając na łóżko. Przyłożyłem poduszkę do mojej twarzy. - Oczy bolą mnie tak samo, jak gdy siedziałem przy tablecie i rysowałem projekt przez 6 godzin.
- Chyba czytanie książek i chodzenie po lesie lepsze. Ale czasem też fajnie się polenić.
- Taaa… lenić na dworze… - mruknąłem, a mój głos został stłumiony przez materiał.
- Jesteś fanatykiem lasu i natury co? - zaśmiała się, nachylając w moją stronę.
- W pewnym sensie. Lubie robić tam zdjęcia. Takie uzależnienie… - uśmiechnąłem się, odsłaniając połowę mojej twarzy. Pewnie z włosami rozrzuconymi na wszystkie strony wyglądałem jak jakiś potwór z mitologi. Nagle usłyszeliśmy jakiś dźwięk.
- Mój telefon! - zawołała i zeskoczyła z łóżka, podnosząc urządzenie z szafki. Chwile poklikała w ekran, a potem zaczęła coś czytać. Najwyraźniej była to dość radosna wiadomość, bo uśmiech na jej ustach zaczął się poszerzać. - Nie uwierzysz! Moja przyjaciółka bierze ślub!
- No nie uwierzę, bo jej nie znam. - powiedziałem, przekręcając się na bok.
- I to za niecałe pół roku! Rany, nie wierzę! I chce, abym pomogła jej w przygotowaniach i to jak najszybciej!
- Fakt. Podobno sale na wesela są zajęte na trzy lata do przodu. - mruknąłem.
- A skąd ty niby to wiesz?
- Kiedyś… moja znajoma brała ślub i załatwiałem jej to wszystko. - powiedziałem, tym razem zmieniając pozycję na plecy.
- Oooo! To możesz nam się przydać skoro wszystko wiesz. Napiszę jej, że jutro pojedziemy do miasta i zaczniemy wszystko załatwiać. - uśmiechnęła się i już zaczęła wystukiwać tekst.
- Chwila! Ale czemu ja? - zapytałem, jednak po chwili zrozumiałem coś jeszcze. - DO MIASTA?! - wydarłem się jak spanikowana nastolatka. Dziewczyna przerwała pisanie i spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
- Tak. Coś źle? - spytała. Nooo… wiesz… panicznie boje się grup ludzi większych niż 5… No niby jakim cudem miałem jej coś takiego powiedzieć.
- Emm… nie, ale co tak się śpieszyć? - zaśmiałem się nerwowo.
- Przecież sam mówiłeś, że im później tym gorzej. - powiedziała i opuściła pokój, cały czas wpatrzona w urządzenie.
- Jak chcesz się rano wykąpać to lepiej wstań o 5! - zawołała z korytarza. - I nie siedź za długo, bo zapowiada się męczący dzień!