Kwadrans po dziewiątej następnego dnia Dakota wyjechała za bramę.
- Musimy jechać do miasta? - jęknął Rezteez myśląc, że w jakiś sposób jeszcze zmieni decyzję dziewczyny.
- Mam się Tobą opiekować. Nie zostanę w domu, a więc Ty musisz jechać ze mną. - oznajmiła.
Gdy do chłopaka dotarły jej słowa, zdał sobie sprawę z tego jak bardzo jest uparta.
Na tylnich siedzeniach naturalnie leżała Pointa.
- Musisz brać psa? W mieście będą z nim problemy. - westchnął.
- Od zawsze jeździ ze mną do miasta! - w słowach Lou słychać było oburzenie. Jak on śmiał w ogóle zakwestionować udział jej psa w wycieczce! - Zwłaszcza, że uwielbia Jaspera i na jego widok szaleje.
- Kto to jest Jasper? - widocznie się zaciekawił.
- Mój chłopak. - uśmiechnęła się. Poczuła na sobie wzrok Cordiana. - Żartowałam. - dodała po chwili . - To przyszły mąż mojej przyjaciółki. Wielki psiarz i wolontariusz schroniska. Cudowny człowiek. Cieszę się, że biorą ślub. Są dla siebie stworzeni. - opowiadała cały czas mając szeroki uśmiech wymalowany na twarzy.
- Jak ma na imię twoja kumpela?
- Jenny. To ta, która uwielbia Twoje prace. Dziwne, bo poza tymi, które mi pokazywała, nie widziałam żadnych innych. Gdyby nie ona, to w ogóle bym Cię nie kojarzyła.
- Więc są ludzie, którzy o mnie nie słyszeli..
- Aleś ty skromny. Cały świat ma znać Twoje nazwisko?
- ... Dobrze by było. - wzruszył ramionami po chwili ciszy.
Clark podgłośniła radio. W głośnikach zabrzmiali Beatlesi. A Day In The Life.
- Pointusiu! Twoja piosenka! - krzyknęła patrząc w tylnie lusterko.
Cordian tylko się skrzywił lekko. Zapewne pomyślał, czy ktoś w ogóle tego jeszcze słucha.
Suczka zaczęła wariować na swoim siedzeniu. Cieszyła się jak szczeniak.
- Dlaczego właściwie ona ją lubi? - zapytał, gdy dziwna muzyka dobiegła końca. Dziewczyna ściszyła lecącą teraz I see fire.
- Wybacz, Sheeran. - uśmiechnęła się. - Ta piosenka ma w sobie dźwięki niesłyszalne dla ludzi. Są one tylko dla psów. Dlatego tak się cieszy.
- Przecież to rąbanina jakich mało. Niekiedy jak z horroru.
- Jeśli ona ją lubi, to ja też polubiłam. - przełączyła bieg wjeżdżając na parking marketu.
- Idziesz po zakupy? - zapytał lekko zmieszany i wystraszony, chociaż nie dał tego po sobie poznać.
- Poprawka. IdzieMY. - zaśmiała się wyciągając ze schowka okulary przeciwsłoneczne i rozkładany kijek.. niewidomego?
Zabrała torebkę, okulary i laskę i otworzyła tylnie drzwi auta. Goldenka natychmiast wyskoczyła ze środka, a Lou zapięła jej szelki.
- Co ty wyprawiasz? - Rezteez zmrużył oczy.
- Nie zostawię jej w samochodzie. Jest zbyt ciepło. To nieodpowiedzialne.
- I co zamierzasz? - Clark nie odezwała się do niego ani słowem. Nałożyła na nos okulary i zaczęła stukać laską o podłoże. W drugiej ręce trzymała czerwoną smycz.
Chłopak dopiero przy wejściu do marketu zrozumiał o co chodzi. Zakaz wprowadzania psów... z wyjątkiem przewodników. Ochroniarz stojący przed drzwiami nic nie powiedział. Nie zatrzymał ich. Parę kroków za drzwiami dziewczyna złożyła laskę i okulary podciągnęła do góry tak że znalazły się na jej włosach.
- Potrzebujemy jakieś jedzenie na wieczór. - oznajmiła nie widząc niekomfortowego wzroku długowłosego chłopaka, któremu spieszno było do wyjścia.