Dziewczyna otworzyła szeroko oczy i powtórzyła dobitną wypowiedź Jaspera.
- O cholera. - pomyślała w tej chwili, że chłopak wygląda... okropnie i.. znów zastanawiała się czy to jest chłopak.
- Stary. Myślę, że powinieneś założyć inną. Ta nie podkreśla Twojego naturalnego piękna. - spokojnie oświadczył przyszły mąż Jenny. Razem z Louisą wyczuwającą ironię, zaśmiali się głośno.
- Co myślicie o TEJ? - zapytała Jenny, a w tym czasie Clark zmierzyła Cordiana krytycznym wzrokiem od góry do dołu, chcąc mu przekazać tylko jedną myśl; Przebierz się... - i już mniej pewnie. - idioto.
- Wow. Jest świetna. - Lou wykonała jakiś nieokreślony ruch ręką w kierunku sukni princessy.
- No nie wiem.. -
zawahała się. - Resteez powiedział, że takie mi nie pasują...
- Żartujesz?! Przymierzaj! - wykrzyknął jej narzeczony, więc z piskiem udała się do przymierzalni.
Po kilku minutach wyszła z szerokim uśmiechem na twarzy. Właścicielka sklepu skierowała ją na tyłu, gdzie miała wejść na podest a z trzech stron stały wysokie od stóp do głowy lustra, tworząc jedną, zakrzywioną ścianę.
Suknia była śnieżno biała, bez ramiączek. Góra była cała w naszyciach kwiatowych, jednak bardzo subtelna i delikatnie koronkowa. Pomiędzy nią, a dolną, puszczoną częścią znalazł się srebrny, wymyślny paseczek. Dolna część była równie piękna. Z delikatnego materiału, niezbyt pufiasta, ale też nie oklapnięta. U dołu znów pojawiały się koronkowe kwiaty lekko pnące się ku górze.
- Musisz ją wziąć. - Lou popatrzyła na nią poważnie.
- Dalej już nie szukaj. Jest perfekcyjna. Jak ty. - Jasper lekko się uśmiechnął.
- Ale mam proste włosy. - westchnęła. - Ree powiedział..
- To jest ślub jego czy Twój? - wypaliła Clark podchodząc do panny młodej. Nawet nie wiedzieli gdzie on teraz jest. Jego sąsiadka spodziewała się tylko, że przymierza dziesiątą z kolei kieckę. Może na swój ślub taką ubierze? - Daj mu.. czekoladki na dzień fotografa, ale ślub jest i wyłącznie wasz. I w ten dzień masz prawo wyglądać i mieć na sobie to, czego na prawdę pragniesz. - położyła jej rękę na ramieniu.
- Przecież i tak chciałaś mieć na głowie misternego koka. - mówiąc to, chłopak zaczął kręcić rękoma. - I włosy miałaś mieć zakręcone, więc jaki problem?
Przez chwilę westchnęła. Oboje widzieli jak dziewczyna patrzy na sukienkę. To nie był zwyczajny wzrok. Ona na prawdę ją chciała.
- Proszę Pani! - krzyknął nawołując sprzedawczynię. - Decydujemy się. - z uśmiechem przytaknął widząc szczęśliwą minę właścicielki sklepu.
- Rocznik 2014. Wspaniała. Zaraz przyniosę szampana. - pobiegła na swoich korkach do białego kredensu i wyciągnęła nieznaną Lou markę. Dziewczyna zwróciła uwagę na jej buty. Jednak oprócz niej są babki, które umieją biegać na korkach. Nie ważne, jakie ona ubierze, ale od czterech centymetrów, w górę, umie tylko biegać, a nie chodzić. O ironio.
- Suknia będzie gotowa w piątek. - zapewniła na końcu kobietka podciągając wyżej cienko oprawione okulary zawieszone na złotym sznureczku.
Louisa nawet nie zwróciła uwagi na ilość banknotów położonych na stoliku za jedną sukienkę, ale za to zaczęła szukać Resteeza.
Dopiero teraz do niej dotarło... A jeśli mu się coś stało? Przecież nie może go zostawić.. Zapomniała. Ona i jej odpowiedzialność.
- Vinci.. - zapukała we framugę jednej z budek.
- Ta? -odpowiedział jej znajomy głos.
- Wszystko w porządku? Już wychodzimy..
- Tak. Jest okay.
- No to cho.. - chciała odsłonić czerwony materiał, ale szybko powstrzymała ją jego ręka.
- Co ty robisz?
- Y.. Chcę wejść? - uniosła jedną brew. - Resteez, co ty tam wyprawiasz?
- Nic!
- Resteez.. Liczę do trzech i wchodzę. Nie ważne w jakim stanie tam jesteś... Raz.. Dwa.. Trzy!