- Coooo? - niemal pisnęła przeczesując swoje włosy. Nerwowo się zaśmiała.
- Nie żartuj! - zaśmiał się. Jego koń zrobił krok w jej stronę, a ona natychmiast wykonała dwa w tył.
- Panicznie. - przyznała.
- Nie rozumiem. Dlaczego? Przecież macie tak ogromną stajnię...
- Już Ci mówiłam, że Ci nie powiem. Kiedyś nawet miałam własnego kuca, ale było to bardzo dawno temu, gdy jeszcze żyła moja matka. - ucięła i zwróciła się do podchodzącego rumaka. - Przestań.. krówko. - Chłopaka rozbawił sposób w jaki nieumiejętnie próbowała nawiązać jakikolwiek kontakt z koniem. Znów się cofnęła. Widząc okazję, dał ogierowi w łydki, na co on zaczął do niej podchodzić zdecydowanie szybciej.
- Boże, VINCI! Zabierz go ode mnie! - krzyknęła uciekając w tył. Usiadła dopiero na rurach od ogrodzenia.
- Ty nawet nie wiesz jakim wyzwaniem dla mnie było pójście za tym krówskiem na łąkę! Jeśli bym tego nie zrobiła, to teraz już byś nie żył, ale nie wiem, na prawdę nie mam pojęcia co mnie skłoniło do pójścia za nim. - na samo wspomnienie tamtego wydarzenia przeszły ją ciarki. Koń po raz kolejny do niej podszedł, więc nieznacznie się cofnęła odchylając w tył.
- Weź go ode mnie. - rozkazała poważnym głosem. - Bo Cię odeślę do domu.
- A więc to tak?
- Jak? - syknęła cały czas patrząc na wierzchowca.
- Nie zrobiłabyś tego.
- Eh. Masz mnie. - wzruszyła ramionami po chwili ciszy.
Z domu wybiegła Pointa. Z radością jednym susem przeskoczyła pomiędzy rurkami i znalazła się na padoku. W chwilę przemierzyła trawiasty teren i podbiegła do swojej pani.
- Same z Tobą problemy. - zwrócił się do niej fotograf.
- Nie mów tak, bo zrobi jej się na prawdę przykro. Zwłaszcza, że nie sprawia więcej kłopotów, niż Ty. - zmierzyła go wzrokiem, na co on tylko parsknął śmiechem. Miała ochotę dodać jeszcze: I jest o wiele ładniejsza, ale się powstrzymała. Nie będzie wredna. Nie dla chorej osoby.
Robi się ciemno, trzeba by odprowadzić go do stajni. - westchnęła patrząc na wschodzący księżyc.
- Okay. Zrób to. - zeskoczył z konia i poszedł kilka kroków przed siebie.
- Chyba zwariowałeś?! - krzyknęła przerażona. - Trzymaj go! On mi coś zrobi. - zeskoczyła za barierkę.
Cordian tylko na nią spojrzał, jak na wariatkę i przywołał konia. Ten posłusznie przyszedł.
- Zaczynam widzieć podobieństwo między Twoim koniem, a psem. - burknęła i poszła razem z goldenką za nimi.
Weszli do stajni, gdzie Clark wskazała im boks konia.
- Fajna ta stajnia. - rozejrzał się z podziwem.
- Całe szczęście bez mieszkańców.
- O już nie przesadzaj. - przewrócił oczyma. Dostrzegł na każdych drzwiach od boksów tabliczki z imionami i rozetami. - Woah. - Zaczął je przeglądać.
- Cortez, Quatro, Aramina.. - czytał z wielkim zaangażowaniem. Zatrzymał się przy imieniu Vanillia. Jedyną rozetą przypiętą do tabliczki była mała, różowa z napisem konkurs piękności kucyków. Idąc dalej spostrzegł imię RIPOSTA, a wokół niego kilkanaście wstążek. Dużo niebieskich.
- Chodź już. Zaraz się ściemni całkowicie.
- Idę.
Nie minęła godzina dziesiąta rano, jak Louisa zeszła na dół do kuchni.
- Sąsiada jeszcze nie ma? - zapytała ze zdziwieniem ojca. Już miała iść do jego pokoju zobaczyć czy żyje, ale z odpowiedzią nadszedł Adam
- Właśnie poszedł do konia. - bez zaangażowania mruknął i wskazał stajnię. Jakby Lou nie wiedziała, gdzie się znajduje.. - Nie zjesz śniadania? - krzyknął próbując zatrzymać wychodzącą córkę.
- Nie, dzięki! - zamknęła drzwi. Szybszym krokiem weszła do stajni i zobaczyła, jak kilka metrów dalej, były otwarte drzwi do biura. Przyspieszając kroku doszła do pomieszczenia i zauważyła jak Vinci zapoznawał się z zawartością biurka. Czytał właśnie skrawek gazety, oprawionej w ramkę, w której mieścił się artykuł o tragicznej śmierci Rozalii Clark i jej klaczy, Riposty.
- Pracujesz u Nas w biurze? - zapytała stojąc w drzwiach.
Przestraszył się.
- Ja przepraszam... Chciałem tylko..
- Nic nie szkodzi. Teraz już wiesz..