Uwaga!

wtorek, 23 sierpnia 2016

Od Lou

- Mi.. chyba coś.. umyka. - z zażenowaniem patrzyła na drzwi jakby próbując siłą umysłu przekonać lekarza, żeby wrócił. Po chwili zwróciła się do fotografa. - Ale ja Cię nie znam.
- Ja Ciebie też nie. - uniósł brew.
Zdjęła czepek, pod którym chowała się dotychczas gęsta kitka i zaczęła skubać swoje dżinsowe rurki.
- To niemożliwe. Zwłaszcza, że mieszkam z ojcem. Jeśli on zobaczy, że przyjechałam do domu z chłopakiem i to na dodatek w długich włosach, który ma u nas mieszkać, dostanie zawału. - wzruszyła ramionami.
- Mogłabyś właściwie mieszkać u mnie. - mruknął jakby sam do siebie, jednak Clark to usłyszała.
- Jeszcze bardziej by mnie wyklął jeśli nagle wyprowadziłabym się z domu.
- Zaczynam dostrzegać problemy Twojego ojca. Nie chce się Tobą dzielić. - dygnął lekko głową patrząc w ścianę.
- Martwi się o mnie.
- A matka?
- Nie żyje. Nie.. Nie chcę o tym mówić, okay?
- No nic. Zatrudnię jakąś pielęgniarkę na kontrakt dwutygodniowy. - patrzył jak kobieta w średnim wieku, która przed chwilą w milczeniu weszła do sali, odłączała go od aparatury i wszystkich tych brzęczydeł.
Louisa jeszcze chwilę przetrawiała tą wiadomość.
- Mogłabyś odwieźć mnie do domu? - spojrzał na nią.
- Pewnie. Raczej Cię tu nie zostawię.
Wyszli ze szpitala około godziny 12, w południe.
- Jaki dzisiaj dzień? - zapytał otwierając drzwi wiśniowej dodge dakoty.
- Poniedziałek. - odpowiedziała po chwili namysłu.
- Świetnie. - odpowiedział nieco ironicznie. - Kocham poniedziałki.
- Tja. Lepiej wsiądź, zanim znów upadniesz.
Gdy wyjeżdżali ze szpitalnego parkingu, Vinci zadał pytanie, które już trochę go męczyło.
- Skąd wiesz, gdzie mieszkam?
- Słucham? - Lou myślała, że się przesłyszała.
- Powiedziałaś lekarzowi, że jesteśmy sąsiadami. Skąd wiesz?
- Nie wiem. Improwizowałam. - wzruszyła ramionami stając na czerwonym świetle.
- Więc nie wiesz, gdzie mnie zawieźć?
- Nie mam zielonego pojęcia. - zaśmiała się przełączając bieg na dwójkę.
Po piętnastu minutach skręcili w drogę prowadzącą do lasu. Na tak zwane zadupie. Chłopak zaczął ją kierować.
- Teraz w lewo. - mruknął bawiąc się kosmykiem swoich włosów.
Jednak ona skręciła w prawo. Z tej strony droga była bardziej.. polna.
- To drugie lewo. Nie ma objazdu  więc lepiej zawróć.
Cały czas milczała, przez co fotograf zaczął się trochę denerwować. Cały czas zadawał pytania w stylu: Gdzie jedziemy? Pomyliło Ci się! Już wiem! Jesteś płatną zabójczynią i jesteś tu, żeby mnie zabić! Zdajesz sobie sprawę, że jeśli to zrobisz, zginiesz w więzieniu.
Ostatnie zdanie wypowiedział, gdy podjeżdżała pod bramę drewnianego domu.
- Daj spokój. Twoje życie nie jest takie cenne. - przewróciła oczyma.  By the way, jesteśmy pod moim domem. Musiałam to przemyśleć, ale ostatecznie chyba nie masz wyboru. Będziesz mieszkał u mnie.
- Ale.. - zaczął lecz szybko przerwał mu trzask drzwi kierowcy. Louisa otworzyła bramę i wjechała pod schody.
- Masz konie! - krzyknął mierząc wzrokiem stajnię.
- Jest pusta. - Clark rzuciła jej przelotne spojrzenie i pomogła chłopakowi wyjść z auta.
- Ale dlaczego? - widocznie wciągnął go ten temat. - A tamta zagroda? - pytał z pasją w oczach.
- Też pusta.
- Ale.. dlaczego? - jęknął.
- Tak już jest i tyle. Wejdźmy do środka.
- Nawet jakbyś chciała, to i tak mi nie powiesz, co?
- E e.